wtorek, 5 lutego 2013

Walentynkowy Manicure #1

Dzień Zakochanych zbliża się wielkimi krokami :)

Dla jednych jest to dzień jak każdy inny, drugich niezwykle irytuje, a dla mnie jest to po prostu miły dzień, który można spędzić troszkę inaczej z osobą bliską naszemu sercu :) Nie mam problemu z "kiczowatymi serduszkami", a niektóre dekoracje nawet mi się podobają :) 

Z tej okazji przygotowałam kilka propozycji zdobienia paznokci na ten dzień, a dziś przedstawię Wam jedno z nich :)

WALENTYNKOWY MANICURE #1


Potrzebny jest:
- czarny lakier
- biały lakier
- sonda/długopis/ołówek/wsuwka
- kartka papieru 
- baza pod lakier
- top coat


W moim przypadku były to:
- Oriflame Very Me, Nail Art Base - odcień Black Deco
- Miss Selene - nr 104
- sonda do paznokci Essence
- długopis
- Avon - baza pod lakier, o której pisałam tu: [klik]
- Catrice - top coat, o którym pisałam tu: [klik]

KROK PO KROKU

1) Przygotowujemy paznokcie do malowania i nakładamy bazę pod lakier. Ja zawsze robię to w sposób, który opisałam tutaj: [klik].

2) Malujemy paznokcie białym lakierem. Ja nałożyłam trzy warstwy.


3) Na wszystkich paznokciach, za wyjątkiem palca serdecznego, robimy czarne kropki. Ja swoje wykonałam przy pomocy sondy Essence.

4) Na paznokciu palca serdecznego robimy czarne serduszko.


Jak wykonać takie serduszko?

1) Na kartkę papieru nakładamy troszkę lakieru
2) Przy pomocy długopisu zamoczonego w lakierze robimy kropkę i przeciągamy ją w dół
3) Dodajemy drugą kropkę i również przeciągamy w dół, łącząc z poprzednią.


5) Nakładamy top coat i gotowe. 
UWAGA! Jeśli wykonujemy zdobienie kontrastowe i kropkowe (głównie biało-czarne, czerwono-białe) należy odczekać odpowiednią ilość czasu przed nałożeniem top coatu (szczególnie innego niż Seche Vite czy Poshe), aby nasze zdobienie miało czas porządnie wyschnąć. W innym wypadku bardzo łatwo rozmazać sobie kropki, co na białym lakierze bardzo rzuca się w oczy.


Zdobienie troszkę inne, nietypowe i zapewne niektórym z Was nie przypadnie do gustu :) 

Moim zdaniem jest to ciekawa odskocznia od powszechnego tego dnia różu i czerwieni :)

Kolejne zdobienia będą już bardziej "tradycyjne".

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 lutego 2013

Moja pędzlowa historia

Dawno, dawno temu (:D), kiedy zaczynałam swoją przygodę z makijażem, byłam wielką przeciwniczką kupowania specjalnych pędzli do jego wykonania :) Nie rozumiałam, po co wydawać większe sumy pieniędzy na tak bezużyteczne narzędzia :D 

Trwając w swoim przekonaniu, posiadałam tylko dwa pędzle firmy Essence (do pudru i różu) + najtańsze aplikatory do cieni do powiek z Rossmanna. 


Po początkowym zachwycie, zaczęłam zauważać, że te pędzle nie zadowalają mnie w pełni. Poza tym zależało mi na czymś bardziej "profesjonalnym", mniej drapiącym twarz i lepiej nakładającym kosmetyki. 

Pędzle Essence zachowałam sobie, z sentymentu :) Aplikatorów już nie mam, bo ani nie były specjalnie trwałe, ani nie widziałam sensu w ich trzymaniu, skoro dorobiłam się porządnych pędzli :) Na dzień dzisiejszy uważam, że ich używanie było jednym z większych błędów makijażowych w moim życiu :D Nie polecam ich nikomu i mając porównanie z pędzlami wiem, że nie da się stworzyć ładnego makijażu za pomocą aplikatorów. Pędzlami osiągniemy zdecydowanie więcej :)

W miarę "dojrzewania makijażowego" zaczęłam dochodzić do wniosku, że skoro tyle dziewczyn kupuje lepsze jakościowo pędzle, to znaczy, że coś musi w tym być :) Tak oto rozpoczęłam wielkie poszukiwanie pędzli, które nie będą kosmicznie drogie, ale jednak będą z troszkę wyższej półki. 

Spędziłam wiele godzin w Internecie i wybór padł na pędzle Eco Tools. Są to pędzle ekologiczne, wykonane z syntetycznego włosia taklon. Okucia wykonane są z aluminium otrzymanego z recyklingu. Każdy pędzel posiada również bambusową rączkę. 


Zdecydowałam się na:
*pędzel do pudru
*pędzel do różu
*pędzelek do eyelinera
*zestaw pędzli do makijażu oczu

Nie macie pojęcia, jaka byłam zestresowana ich zakupem :D Na tamten czas, był to spory wydatek, a ja nie byłam pewna, czy będę z nich zadowolona, czy okażą się rzeczywiście dobre... W przypadku pędzli Essence nie miałam takiego stracha, bo ich zakup niósł ryzyko zmarnowania tylko kilkunastu złotych, a nie kilkudziesięciu :D

Teraz uważam, że były to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy :) 

Swoje pędzle zakupiłam tutaj: [klik], ale wiem, że niektóre z nich są dostępne w Rosmmannach, czy drogeriach Hebe. Można je również sprowadzać z zagranicy, ale nigdy nie zagłębiałam się w te tematy. 


PĘDZEL DO PUDRU


Mój ideał :) Jest miły, puchaty, dobrze rozprowadza puder. Nie stracił jeszcze ani jednego włoska. Wygodnie leży w dłoni. Robi wszystko to, co ma robić.

PĘDZEL DO RÓŻU


Kolejny ideał :) Dzięki temu, że ma specyficzny kształt, idealnie dopasowuje się do kości policzkowej. Nabiera taką ilość różu, aby nie zrobić sobie plam. Również nie stracił jeszcze ani jednego włoska.

ZESTAW PĘDZLI DO MAKIJAŻU OCZU + PĘDZEL DO EYELINERA


Bardzo je lubię. Dzięki nim nie jest mi straszny żaden makijaż oczu :) Choć zaznaczam, że specjalistką w tej dziedzinie nie jestem i nie sądzę, abym kiedykolwiek była :) Jednak niczego nie przesądzam :)


Mają krótkie rączki, co jest dla mnie plusem, gdyż mam większą kontrolę nad ruchami dłoni. Łatwo się je pierze, szybko schną i nie tracą włosia. Moich powiek nie drapią.


Na zdjęciach podałam nazwy, które mają na rączkach.

Na ostatnim zdjęciu widać pędzelek do eyelinera, który nie należy do tego zestawu, jednak umieściłam go tutaj, gdyż jest przeznaczony również do makijażu oczu :) Bardzo go lubię. Jest zbity, dobrze zaznacza się nim linię rzęs. Tutaj podkreślę, że ja nie używam eyelinera. Kupiłam go głównie do zagęszczania linii rzęs za pomocą cienia do powiek.

Każdy z pędzli przychodzi do nas w osobnym opakowaniu, a zestaw w kosmetyczce. Dzięki temu bardzo dobrze sprawdzają się w podróżowaniu :)



W swojej obecnej kolekcji mam jednego rodzynka w postaci pędzelka Essence do smokey eyes :)


Polecam Wam jego zakup, gdyż idealnie nadaje się do podkreślania załamania powieki, a na dodatek jest tani (do 10zł). Nie gubi włosów i bardzo szybko schnie oraz nie drapie oka.

Na dzień dzisiejszy jestem bardzo zadowolona ze swoich pędzli. Osiągnęłam to, co chciałam i uważam, że jak na moje potrzeby są one wystarczające :) Żałuję, że tak długo byłam uparta i nie zdecydowałam się na ich zakup wcześniej :)

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

niedziela, 3 lutego 2013

Jak wykonuję french manicure

French manicure zawsze będzie mi bardzo bliski :) Od niego zaczęła się moja przygoda z paznokciami. Zawsze marzyłam o schludnych, ładnie prezentujących się paznokciach, które będą pasowały do wszystkiego. Już jako nastolatka rozpoczęłam pierwsze próby wykonywania go na swoich paznokciach. Jak pewnie się domyślacie, były one dosyć nieudolne, ale dały mi pewne podstawy, które potem rozwijałam.

Obecnie french manicure nie sprawia mi już problemu. Robię go szybko i sprawnie zarówno na prawej jak i na lewej ręce.

W dzisiejszym poście przedstawię Wam trzy sposoby jego wykonania. Każdy z nich przerobiłam w swoim życiu zanim wybrałam ten, który mi najbardziej odpowiada i który jest moim zdaniem najłatwiejszy :)

SPOSÓB I

Najłatwiejszy :) I niestety, najmniej trwały, przez co obecnie go nie stosuję. Nadaje się dla tych, którzy za nic w świecie nie są w stanie zapanować nad drżeniem rąk, a marzą o ładnych, białych końcówkach. Jego wadą jest to, że do jego wykonania są potrzebne dłuższe paznokcie.

Potrzebna jest biała kredka do paznokci. Można ją kupić w drogeriach. Obecnie takiej nie posiadam, dlatego na zdjęciach jest zwykła kredka do oczu firmy Essence, ale nie polecam jej jako zamiennika. Głównie dlatego, że nie daje takiej bieli jak powinna i jest mniej trwała.


Wykonanie jest bardzo proste. Należy od spodu pokryć kredką płytkę paznokcia, a następnie pomalować paznokcie lakierem do french manicure. 

kliknij, aby powiększyć

Stosowałam ten sposób jako nastolatka, w gimnazjum, gdyż był szybki i nie wymagał precyzji :) 

Ze swoich doświadczeń wiem, że kredka najdłużej się trzyma i najłatwiej się z nią pracuje, jeśli nakładamy ją na lekko zwilżoną płytkę, bądź ją samą zwilżymy przed przystąpieniem do aplikacji :) 


SPOSÓB 2

Moim zdaniem najgorszy ze wszystkich, ale prezentuję go tutaj, gdyż wiem, że są osoby, które lubią właśnie tak wykonywać french manicure.

Osobiście nie lubię go dlatego, że wymaga niezwykłej precyzji. Jeśli jej nie mamy, będziemy musieli wykonywać potem sporo poprawek, a to zabiera dużo czasu :)

Potrzebujemy białego lakieru. W moim przypadku jest to zawsze Miss Selene nr 104.


Osobiście bardzo go polecam, głównie dlatego, że ma mały pędzelek, który idealnie nadaje się do wykonywania french'a.


Sposób malowania przedstawiłam na poniższych zdjęciach.

kliknij, aby powiększyć

Należy malować krótkimi ruchami, od linii uśmiechu do końca paznokcia (jak pokazują strzałki). Jeśli za pierwszym razem linia uśmiechu będzie idealnie równa, to będzie to nasz osobisty sukces :D Jeśli nie, należy po prostu ją wyrównać w sposób, jaki jest dla nas najwygodniejszy.

Jak widać po zdjęciach, mnie nie zawsze wychodzi równo, dlatego potem tracę zbyt wiele czasu na poprawki.

Kiedy biały lakier wyschnie, należy pokryć paznokieć lakierem do french manicure i gotowe ;)


SPOSÓB 3

Mój ulubiony i ten Wam gorąco polecam. 

Potrzebujemy oczywiście białego lakieru :) Ja użyłam Miss Selene, który przedstawiłam wyżej.

kliknij, aby powiększyć

Należy jednym, ciągłym ruchem pokryć paznokieć białym lakierem tak, jak pokazują strzałki. 

Klucz do sukcesu leży w tym, aby ruszać bardziej palcem, niż pędzelkiem, takim ruchem kołyskowym. Wtedy pędzelek będzie stabilny, a nasza linia uśmiechu będzie równa, gdyż zostanie stworzona przez bok pędzelka. 

Jest to naprawdę łatwe i nie wymaga zbytniej precyzji, gdyż pędzelek maluje sam :) I uwierzcie mi, da się wykonać go dobrze zarówno na prawej jak i na lewej ręce :)


KOŃCOWE PORADY


Tak prezentują się paznokcie zaraz po pomalowaniu końcówek sposobem 3. Jak widzicie, lekko ubrudziły mi się skórki, co jest całkiem normalne przy wykonywaniu french'a. Usuwam to po zakończeniu manicure, albo patyczkiem kosmetycznym zamoczonym w zmywaczu, albo specjalnym korektorem do manicure (akurat posiadam Oriflame, ale jeśli dobrze pamiętam, to Essence ma taki korektor w swojej ofercie).


Kolejną, niezwykle ważną kwestią, jest dobry lakier do french manicure. I nie chodzi mi tutaj o markę i cenę. Musi być taki, aby nie robił smug oraz, przede wszystkim, ukrywał ewentualne niedoskonałości. Jak możecie zauważyć, mój lakier delikatnie wyrównał kolor końcówek, a także wygładził wszystkie krawędzie. Dodatkowo nadał ładnego blasku. 

Niestety, ten który ja posiadam, jest już niedostępny w sprzedaży. Moim zdaniem, w przypadku french'a najładniej prezentują się odcienie mleczne, beżowe i brzoskwiniowe i najłatwiej mi się z nimi pracuje. Wiem, że niektóre kobiety preferują odcienie bardziej różowe, ale to kwestia gustu.


I gotowe. Moim zdaniem french manicure nigdy nie wyjdzie z mody :) Nadaje się na egzaminy, śluby, do pracy, do szkoły... Na każdą okazję :)


Często urozmaicam go sobie, na wiele sposobów. Najczęściej pokrywam końcówki srebrnym, drobnym brokatem, który widoczny jest tylko w sztucznym świetle. 

Proponuję zakupić również naklejki firmy Essence, które pięknie urozmaicają french manicure. Efekt możecie zobaczyć na jednej z moich propozycji studniówkowego manicure tutaj: [klik].

Czasem wykonuję sobie kolorowy manicure pokrywając końcówki innym kolorem niż biały, co też ciekawie się prezentuje :)

Życzę Wam udanego malowania paznokci :D 

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

sobota, 2 lutego 2013

Oliwkowa odżywka do włosów - recenzja

Moje włosy są bardzo humorzaste :) Ciężko znaleźć produkt, który będzie w stanie je wygładzić i sprawić, by po prostu ładnie wyglądały. Dotychczas sprawiała to tylko odżywka Isany z Olejkiem Babassu, ale została wycofana i zostałam zmuszona do szukania czegoś nowego :)

ZIAJA - NATURALNA OLIWKOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW


"Regenerująca odżywka do każdego rodzaju włosów potrzebujących odnowy, szczególnie suchych, łamliwych, po zabiegach fryzjerskich. Zawiera olej oliwkowy i prowitaminę B5 - substancje uznane za bardzo efektywne w pielęgnacji skóry i włosów. Nie obciąża włosów.

* Regeneruje naruszoną strukturę włosów
* Zapewnia im efekt kondycjonujący na całej długości
* Redukuje elektryzowanie i ułatwia rozczesywanie
* Zapewnia włosom naturalną gładkość, miękkość i blask".

Odżywka zamknięta jest w zwykłej butelce, która nie jest ani zbyt twarda, ani zbyt miękka. Sądzę, że dałoby się ją rozciąć, aby zużyć do ostatniej kropli :)


Korek jest niestety wypukły, więc nie można postawić na nim butelki, aby całość spływała w dół, co jest przydatne, kiedy kosmetyk jest już na wykończeniu. Poza tym czasem otwieranie lubi się zaciąć i do jego otwarcia potrzeba paznokci, a wiadomo, że nie jest to przyjemne, szczególnie, gdy mamy nałożony nowy manicure :) Pomijając paznokcie, jest to naprawdę denerwujące, kiedy trzeba się mocować z otwarciem odżywki.


Konsystencja jest lekka, ale nie wodnista. Dobrze rozprowadza się na włosach. Niestety potrzeba jej dość sporo, aby pokryć całe włosy (przynajmniej moje - do łopatek), przez co nie jest wydajna. Zapach nie jest podobny do kremów z serii oliwkowej. Określiłabym go jako nieco kokosowy. Nie utrzymuje się na włosach.

Niestety, nie jestem zadowolona z tego produktu. Nie oczekiwałam od niego regeneracji, gdyż od tego mam maski i olejki. Nie lubię jednak, gdy odżywka pogarsza stan moich włosów, a ta niestety to zrobiła.

Po Isanie moje włosy były gładkie i nawilżone, przestały się łamać. Przy Ziai łamanie powróciło ze zdwojoną siłą, na dodatek włosy przestały być gładkie.

Nie jest to jednak totalny bubel. Zgodnie z obietnicą producenta, ułatwia rozczesywanie, redukuje elektryzowanie, delikatnie nawilża. 

Plusy:
+ ułatwia rozczesywanie
+ redukuje elektryzowanie
+ nie obciąża włosów
+ nawilża, ale bardzo delikatnie, nie nadaje się dla włosów bardzo suchych
+ cena

Minusy:
- nie regeneruje włosów
- nie zapewnia gładkości
- nie zapobiega łamaniu włosów
- opakowanie
- wydajność

Pojemność: 200ml
Cena: około 5zł
Dostępność: apteki, sklepy internetowe; ja zakupiłam ją tutaj: [klik]
KWC: [klik]
Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dimethicone, Isopropyl Myristate, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Polyquaternium-10, Panthenol, Cyamopsis Tetragonolobus Gum, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Citric Acid, CI 42090 (FD&C Blue No. 1), CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 47005 (D&C Yellow No. 10), CI 16035 (FD&C Red No. 40).

Podsumowując, nie jest to produkt przeznaczony dla włosów suchych. Być może sprawdziłaby się na innych włosach, dla moich niestety okazała się zbyt słaba. Nie zdecyduję się na jej ponowny zakup.

Zaznaczę, że miałam z tej serii szampon i nie był zły, ale używałam lepszych. Obecnie mam również maskę jest ona o wiele lepsza od odżywki, recenzja pojawi się wkrótce.

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

piątek, 1 lutego 2013

Zmywacz do paznokci z lanoliną i gliceryną - recenzja

Do zmywaczy innych niż moja ulubiona Isana podchodzę bardzo sceptycznie, szczególnie od czasu, gdy stara wersja zmywacza do paznokci z Biedronki, który był dość popularny w blogosferze, zrobiła na moich paznokciach masakrę :) 

Postanowiłam zaryzykować i skusiłam się na jedną z dwóch wersji nowych biedronkowych zmywaczy. 

BE BEAUTY - ZMYWACZ DO PAZNOKCI Z LANOLINĄ I GLICERYNĄ


"Nawilżająco - zmiękczający: bezacetonowy zmywacz do paznokci naturalnych i sztucznych. Łatwo i skutecznie usuwa lakier nie rozmazując go. Nie wysusza i nie odbarwia płytki paznokciowej. Natłuszcza i chroni skórę wokół paznokcia przed wysuszeniem. Pozostawia płytkę paznokciową lekko odtłuszczoną przygotowując ją pod zabieg manicure. Innowacyjna i poręczna pompka umożliwia precyzyjne odmierzenie dozy zmywacza

LANOLINA - naturalny olej o silnym działaniu nawilżającym i zmiękczającym. Pobudza regenerację naskórka, dzięki czemu zapobiega uszkodzeniom skóry wokół paznokcia

GLICERYNA - składnik pochodzenia roślinnego o długotrwałym działaniu nawilżającym. Skutecznie przenika do głębszych warstw naskórka i płytki paznokciowej zapobiegając utracie wody".


Opakowanie zmywacza przemawia na jego plus. Butelka jest moim zdaniem ładna. Pompka jest rzeczywiście bardzo dobrym rozwiązaniem :) Oczywiście jedna nie wystarczy, aby zmoczyć cały wacik. Ja używam zwykle około 5-8 pompek, gdyż tak jest mi najwygodniej.


Zapach jest nie jest moim zdaniem "zmywaczowy", nie jest duszący, a dodatkowo wyczuwalne są w nim słodkie nuty, lekko kokosowe. 

Do jego działania podchodziłam naprawdę bardzo sceptycznie :) Rozpuszcza lakier powoli, ale dokładnie. Nie rozmazuje go. 

Z początku myślałam, że będzie bublem, gdyż zaraz po użyciu pozostawia na paznokciach delikatny, biały nalot. Po paru minutach nalot znika, a płytka paznokcia pozostaje rzeczywiście nawilżona, jakby pokryta olejkiem. Nie zauważyłam wysuszania skórek.

Plusy:
+ nawilża paznokcie i skórki
+ nie ma duszącego zapachu charakterystycznego dla zmywaczy
+ nie rozmazuje lakieru
+ pompka

Minusy:
- powoli rozpuszcza lakier

Pojemność: 150ml
Cena: około 5zł
Dostępność: Biedronka
Skład: Ethyl Acetate, Alcohol Denat., Aqua, Glycerin, PEG-75 Lanolin, Cocos Nucifera Oil, Parfum, CI 60725, CI 26100.

Myślę, że jest to bardzo dobry zmywacz do paznokci, z pewnością warty uwagi. Przypuszczam, że jeszcze kiedyś go zakupię, bo spodobało mi się jego nawilżanie paznokci. No i polubiłam opakowanie :)

Czy pokonał Isanę? W moich oczach nie, głównie dlatego, że wolniej zmywa lakier i trzeba poświęcić temu trochę więcej czasu. 

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »