wtorek, 11 sierpnia 2015

Książka na Wakacje #2 - "Seria Miętowa" E. Nowak

Hej, hej, witajcie ^^

Dzisiaj przychodzę do Was z drugim postem z serii Książka na Wakacje :) Pierwszy możecie przeczytać tutaj: [klik]. Niby połowa wakacji za nami, ale moim zdaniem trzeba żyć dniem dzisiejszym. A zatem...wakacje trwają i należy z nich korzystać! 


Za oknem taki skwar, że trudno skupić się na czymkolwiek innym poza leżeniem i popijaniem chłodnej wody. Mimo to, zachęcam do wykorzystania tego czasu na czytanie książek. Sama mam postanowienie, że muszę przeczytać codziennie chociaż kilka kartek. Jak na razie idzie mi całkiem nieźle i mam nadzieję, że tak pozostanie :)


Jak widzicie po tytule, chcę zaproponować Wam książki z Serii Miętowej autorstwa Ewy Nowak. Zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne większa część z Was choć raz zetknęła się z tymi tytułami. Jednocześnie mam nadzieję, że być może zainteresuję nimi moje młodsze Czytelniczki. 

Zdecydowałam, że zaprezentuję je tutaj głównie dlatego, że sama obecnie je czytam :) Mam postanowienie, że przeczytam wszystkie tomy tej Serii. 

Jak możecie zauważyć, książki na zdjęciach są różnie wydane. Jest tak dlatego, że część z nich pochodzi z mojej własnej kolekcji, a pozostała część przybyła do mnie z dwóch różnych bibliotek. W tym miejscu ponownie zachęcam Was do odwiedzenia Waszej biblioteki. Tam zawsze można znaleźć coś ciekawego :)


Gdzieś przeczytałam, że "Seria Miętowa to współczesna Polska: aktualne problemy, radości i tematy z życia tu i teraz". W zupełności zgadzam się z tym stwierdzeniem. Nie będę Wam tutaj opisywała treści każdego z tomów, bo nie taki jest mój cel. Napiszę Wam po prostu dlaczego ja pokochałam te książki.

Moja przygoda z Serią Miętową zaczęła się ponad rok temu. Przez przypadek, korzystając z promocji w Empiku, zakupiłam trzy przypadkowe tomy. Przeczytałam, bardzo mi się spodobały. Zaczęłam interesować się twórczością Ewy Nowak i tak oto postanowiłam, że przeczytam całą Serię, zaczynając od pierwszego tomu "Wszystko, tylko nie mięta".

Bardzo przywiązałam się do rodzin opisywanych przez autorkę. Przyznam, że nie raz śmiałam się razem z nimi, przeżywałam ich smutki i rozterki. Mam swoich ulubionych bohaterów i jestem bardzo ciekawa jak potoczą się ich dalsze losy.

Świetną sprawą jest to, że niezależnie po który tom sięgniecie, nie odczujecie, że nie czytaliście poprzednich. Moim pierwszym przeczytanym tomem był "Ogon Kici", czyli można rzec, że zaczęłam od środka :) Teraz czytam je w takiej kolejności, w jakiej się ukazywały i dzięki temu odkrywam je na nowo. Cieszę się, że autorka wplata losy bohaterów poprzednich tomów w kolejne w tak umiejętny sposób, że możemy dowiedzieć się "co słychać" u naszych ulubieńców, choć głównym wątkiem są losy zupełnie innej rodziny.


Nie zgodzę się z twierdzeniem, że są to książki odmóżdżające, przeznaczone tylko dla młodzieży. Owszem, autorka pisze w sposób prosty, nie wymagający większego skupienia podczas czytania. Jednakże historie bohaterów są często bardzo skomplikowane, pełne smutków, trudów dorastania, chorób, toksycznych związków. Wplecione w tło wątki rozwodów i kłótni małżeńskich powinny dać do myślenia niejednemu dorosłemu. Moim zdaniem każdy z tych tomów ma jakiś głębszy sens i przesłanie, które można (a nawet należy) przeanalizować pod kątem siebie samego.

Polecam i pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

czwartek, 6 sierpnia 2015

Mój Kosmetyczny Zestaw Przetrwania Upałów - Lato 2015

Hej, hej, witajcie ^^

Fala upałów znowu ogarnęła nasz kraj. Uważam, że obecne temperatury są lekką przesadą, ale skoro nie mogę tego zmienić to nie narzekam i akceptuję aktualny stan pogodowy :) Staram się nie wychodzić z domu bez potrzeby, pić dużo wody i ogólnie dbam o siebie i swoich bliskich. 

źródło: [klik]

Przygotowałam dla Was luźny wpis o tym, jakie kosmetyki wybieram, aby czuć się lepiej w te upalne dni. Być może którąś z Was coś zainspiruje, może podpatrzycie dla siebie jakiś produkt i zdążycie go przetestować. W końcu połowa wakacji jeszcze przed nami ;)


Antyperspirant to podstawa. U mnie od lat najlepiej sprawdzają się te z Rexony. Najczęściej wybieram ten, który widzicie na zdjęciu. Ładnie pachnie, bardzo dobrze chroni. Polecam :)


Jeśli chodzi o pielęgnację ciała, wypracowałam sobie dwa zestawy, z których jestem bardzo zadowolona. Pierwszy to zestaw Avonu "Zielona Herbata i Werbena" z serii Naturals, który dostałam od Mamy. Sama nigdy bym go nie kupiła, dlatego że miałam kiepskie doświadczenia z kosmetykami z tej serii. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że znalazł się on w gronie moich ulubieńców. Wszystkie trzy produkty pachną bardzo ładnie, świeżo, a zapach długo utrzymuje się na skórze. Idealnie odświeżają w upalny dzień. Dodatkowo, balsam bardzo szybko się wchłania, nie podrażnia skóry, delikatnie nawilża. Osobiście w czasie upałów nie lubię nakładać na siebie ciężkich balsamów czy maseł, które obciążają skórę. Zdecydowanie sięgam po coś lżejszego. Mgiełka nie pachnie alkoholem aż tak mocno, jak inne mgiełki z tej serii. Moim zdaniem jest godna uwagi.


Drugi zestaw dobrałam sama. Bardzo lubię świeże zapachy mango, pomarańczy, mandarynki. Będąc w Rossmannie zauważyłam żel pod prysznic Isana z limitowanej serii w uroczym, wakacyjnym opakowaniu. Z chęcią wrzuciłam go do koszyka. W domu okazało się, że żel pięknie pachnie mango, ma kremową konsystencję, dobrze się pieni. 

Od jakiegoś czasu miałam balsam do ciała The Body Shop w wersji Satsuma. Okazało się, że w połączeniu z żelem Isany daje świetny efekt owocowego odświeżenia. Zapachy ładnie się komponują, długo utrzymują na skórze. Wiem, że kosmetyki The Body Shop są dość drogie, ale ten balsam do ciała jest warty przetestowania, szczególnie jeśli dorwiecie go na promocji. Ekspresowo się wchłania, nawilża skórę i nie podrażnia jej.

Przy okazji polecam Wam dwa inne żele pod prysznic Isany, które kupiłam niedawno. Możecie zobaczyć je tutaj: [klik]


Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, to polecam przetestować zestaw Ziai. Moje pierwsze wrażenia możecie przeczytać tutaj: [klik]. Moim zdaniem idealnie nadaje się do odświeżania skóry w upalne dni. Ja nadal stosuję go podczas porannej pielęgnacji i bardzo lubię :)


Często jednak zamieniam tonik ogórkowy na oliwkową wodę Ziai. Atomizer rozpyla delikatną mgiełkę pięknie pachnącej wody, która świetnie odświeża twarz w ciągu dnia, ale również idealnie sprawdza się w roli toniku. Gorąco polecam ten produkt! Jest tani, idealnie sprawdzi się w podróży, na plaży, na basenie. Moim zdaniem jest to "must have" :)

W gorące dni moja cera łatwiej się zanieczyszcza, dlatego też częściej sięgam po peelingi. Idealnie sprawdza się u mnie peeling Ziai z tej samej serii co opisana wyżej woda. Zaznaczam, że wbrew pozorom nie jest to taki sobie delikatny peeling. Ma bardzo silnie ścierające, niewielkie drobinki. Wystarczy chwila masażu skóry, aby stała się ona czysta i odświeżona, ale nie przesuszona i ściągnięta. Moim zdaniem "na upartego" sprawdzi się również do peelingu ciała, dlatego z pewnością przyda się w podróży jako produkt wielozadaniowy :)

Gorąco polecam Wam oba te produkty. Myślę, że świetnie sprawdzą się Wam w upalne dni, ale nie tylko.


W czasie upałów często sięgam po masełka do ust Nivea. Może niekoniecznie są to jakieś świetne produkty nawilżające, bo jeśli chodzi o dbanie o kondycję moich ust to mam inne sprawdzone produkty, ale nie o nich dzisiejszy wpis. Masełka Nivea bardzo lubię głównie ze względu na ich wakacyjne zapachy :) Być może dlatego tak mnie do nich ciągnie. Postanowiłam umieścić je tutaj, bo wakacje są świetnym czasem na ich testowanie. Nasze usta nie wymagają aż tak solidnej pielęgnacji jak zimą, dlatego te lekko nawilżające produkty sprawdzą się idealnie właśnie teraz. No i po prostu... Lubię je :)


Na sam koniec przedstawię Wam małe cudeńka firmy O.P.I. Niestety, nie są łatwo dostępne, ale moim zdaniem i tak warto je Wam pokazać. Ja swój zestaw kupiłam tutaj: [klik], ale pewnie dostaniecie go również w innych sklepach internetowych. Na zdjęciu pokazałam Wam trzy moje ulubione zapachy. Uwielbiam stosować je właśnie teraz, w czasie upałów. Pięknie, długo i intensywnie pachną! Choć to maleństwa (opakowanie zawiera tylko 30ml produktu) to są niesamowicie wydajne. Idealnie sprawdzą się w podróży i do torebki. Stosuję je głównie jako kremy do rąk, ale czasem zdarza mi się wysmarować nimi całe ciało. Ekspresowo się wchłaniają, odświeżają i nawilżają skórę. 

Tak właśnie prezentuje się Mój Kosmetyczny Zestaw Przetrwania Upałów :) 

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

czwartek, 9 lipca 2015

Moja Pielęgnacja #1 - Włosy

Hej, hej, witajcie ^^

Dzisiaj nadeszła pora na pierwszy wpis z serii Moja Pielęgnacja. Jak widzicie po tytule, pod lupę weźmiemy moje włosy.


Na początek krótka charakterystyka moich włosów. Jak widzicie na zdjęciu, są dość długie. Silnie reagują na wilgoć puszeniem i falowaniem. Są średnio/wysokoporowate. Farbowane, ale na kolor zbliżony do mojego naturalnego.

Uwielbiają się falować, a ja usilnie chcę, by były proste, przez co niezmiennie od lat używam prostownicy, o której już kiedyś tutaj pisałam: [klik]. Oczywiście nie katuję ich prostowaniem codziennie i nie używam temperatur wyższych niż 170 stopni. Suszarki nie używam wcale.

Do rozczesywania używam szczotki Tangle Teezer, której w tym wpisie akurat nie pokażę, ale pokazywałam ją tutaj: [klik]. Wtedy była droższa, teraz można ja dostać już za około 30zł. Przyznam, że jest to must have każdej osoby, która ma problemy z rozczesywaniem włosów. Ta szczotka poradzi sobie z największym kołtunem. Nie wiem, co jest w niej takiego magicznego, ale moje włosy po prostu ją uwielbiają. Dopóki nie spróbowałam, nie wierzyłam w te wszystkie pozytywne opinie na jej temat. Teraz sama podpisuję się pod nimi. Od czasu zakupu codziennie czeszę nią włosy i nadal wygląda jak nowa :)

Zaznaczę, że pielęgnacją włosów interesuję się dość krótko, bo dopiero od około roku. Podstawy poznałam na blogu Anwen oczywiście [klik]

SZAMPONY


Wspomnę, że włosy myję codziennie wieczorem. Tak mam od zawsze i nie wyobrażam sobie inaczej.

Tak, dobrze widzicie :) Pierwszy na zdjęciu jest szampon dla dzieci marki Tesco (nr 1). Każda włosomaniaczka wie, że powinno się używać dwóch szamponów. Delikatniejszego na co dzień i mocno oczyszczającego około raz w tygodniu. 

Pewnego razu zapomniałam kupić w Rossmannie słynny szampon Babydream (którego zużyłam kilka buteleczek). Nie chciało mi się wracać tylko po szampon, a akurat byłam w Tesco więc zaszłam na dział dziecięcy. Mój wybór padł na ten produkt i przepadłam. Moim zdaniem jest lepszy od Babydream. Oczyszcza delikatnie, ale dokładnie. Nie przesusza włosów, bardzo delikatnie pachnie, jest niesamowicie wydajny (i większy niż Babydream). Buteleczka kosztuje około 7zł. Polecam :)

Do mocniejszego oczyszczania używam szamponu brzozowego Barwa Ziołowa (nr 2). Również kupuję go w Tesco, ale wiem, że jest dostępny w osiedlowych sklepikach i drogeriach. Kosztuje góra 4zł. Po jego użyciu włosy aż skrzypią z czystości. Najczęściej wybieram go przed użyciem maski. Wtedy wiem, że nic nie stanie jej na przeszkodzie w dogłębnym odżywianiu moich włosów ;)

ODŻYWKI


Odżywek mam zawsze sporo. Używam ich na zmianę, w zależności od aktualnego stanu moich włosów. Jak widzicie, dominują produkty Garniera. Odżywki nr 3 i 4 wybieram w sytuacji, kiedy chcę delikatnego odżywienia i nawilżenia. Ot, takie zwykłe odżywki, które sprawdzają się, kiedy siedzę w domu, nie prostuję włosów i nie zabezpieczam ich silikonami. Często nakładam je również po olejowaniu. Odżywka nr 5 jest już mocniej nawilżająca. Wybieram ją kiedy chcę czegoś więcej, kiedy moje włosy mają gorszy dzień. Natomiast odżywka nr 6 to już jest najcięższy kaliber wśród odżywek do włosów. Nakładam ją, kiedy chcę porządnego nawilżenia i wygładzenia (najczęściej po całym dniu poza domem i po prostowaniu włosów). 

Ostatnio testuję aplikację metodą pocierania, o której Anwen wspominała tutaj: [klik]. Przyznam, że u mnie się sprawdza i rzeczywiście odżywki i maski jakby głębiej i dokładniej wnikają we włosy.

MASKI


W maskach również przyjęłam zasadę, że słucham potrzeb swoich włosów. To, czego użyję, zależy też od tego ile czasu mogę na to poświęcić, choć oczywistym jest, że maski powinno się nakładać na tak długo, jak się da. Ale wiadomo, jak to wychodzi w praktyce ;)

Jak widzicie, jestem posiadaczką aż dwóch Kallosów: Algae (nr 7) i Keratin (nr 9). Są to giganty wśród masek (każdy słoik zwiera aż litr produktu). Nakładam je kiedy mam około 10-15 minut wolnego czasu. Pokrywam włosy grubą warstwą, spinam klamrą, wykonuję inne czynności, a następnie spłukuję. Nie widzę wielkiej różnicy w ich działaniu. Może Keratin bardziej wygładza i nawilża, a Algae nadaje się bardziej do codziennego stosowania, ale są to różnice bardzo minimalne. Ogółem bardzo je lubię i polecam :)

Kiedy potrzebuję ekspresowego i porządnego nawilżenia sięgam po maskę arganową (nr 10). Kupiłam ją w Biedronce za około 20zł. Nakładam ją według zaleceń producenta na około 3-5 minut. Po jej użyciu włosy są bardzo miękkie, wygładzone i nawilżone. Rozczesują się praktycznie bez problemów. 

Moim hitem jest oczywiście maska Biovax (nr 8). Nakładam ją kiedy mam wolne 30-40 minut. Po jej użyciu włosy są niesamowicie gładkie, nawilżone i dogłębnie odżywione aż po same końce. Na moich włosach efekt utrzymuje się nawet kilka następnych myć i wtedy właśnie sięgam po te lżejsze odżywki, gdyż nie potrzebuję dodatkowego silnego nawilżenia. Moim zdaniem jest warta każdej złotówki.

OLEJE


Przyznam, że nie lubię olejowania włosów. Nie mogę się za bardzo wypowiedzieć w tym temacie, gdyż dopiero, baaaardzo powoli, zaczynam swoją przygodę z olejami. Jak widzicie mam dwa: olej Alterra w wersji z brzozą i pomarańczą (nr 11) oraz olej "Amla" firmy KTC (nr 12). Ten drugi jest całkowicie na bazie parafiny. Być może kiedyś napiszę jakąś aktualizację na ten temat. Na razie widzę, że po olejach moje włosy są dociążone, mniej się puszą. Ale wiem, że na prawdziwe efekty składa się regularne i długotrwałe stosowanie, na które muszę jeszcze poczekać :)

POZOSTAŁE PRODUKTY


Odżywka dwufazowa Syoss (nr 13) sprawdzała się u mnie dobrze. Używałam jej po spłukaniu odżywki, w ramach dociążenia i nabłyszczenia włosów oraz ułatwienia rozczesywania. Niestety, przy codziennym stosowaniu zaczęła przesuszać i jakby "oblepiać" moje włosy. Wyglądały po prostu brzydko. Dlatego odstawiłam ją, przez kilka dni stosowałam tylko szampon i lżejszą odżywkę i wszystko wróciło do normy.

Słynne zielone serum z Avonu (nr 14) to u mnie stały bywalec. Używam go zawsze po prostowaniu włosów w celu zabezpieczenia i wygładzenia końcówek i utrwalenia efektu. Nie znalazłam lepszego produktu w tej dziedzinie i zamierzam go używać tak długo, jak tylko będzie dostępny w katalogach :)

Na jedwab w płynie Green Pharmacy (nr 15) skusiłam się czytając pozytywne opinie na jego temat. Poszukiwałam czegoś do zabezpieczania końcówek po myciu. Niestety, nie sprawdził się u mnie. Sklejał moje włosy i powodował już po jednym użyciu takie brzydkie "oblepienie" jak opisany wyżej Syoss.


Na całe szczęście w Biedronce odkryłam coś, co sprawdza się u mnie znakomicie i świetnie zabezpiecza końcówki po myciu. Mam tutaj na myśli Maracuja Oil (nr 18). Pięknie pachnie, ładnie wchłania się we włosy (po aplikacji moje dłonie są kompletnie suche - tak bardzo włosy dosłownie "piją" ten olejek). Koszt buteleczki to około 5zł, skład ma bardzo dobry, polecam :)

Produkt Isany (nr 16) i Avonu (nr 17) to kosmetyki, które stoją u mnie w zapasach i czekają na swoją kolej. Avon dlatego, że testowałam spray Syossa, a Isana dlatego, że nie bardzo wiem, jak się za nią zabrać :) Aczkolwiek wiem, że opinie ma bardzo pozytywne ;)

FARBA DO WŁOSÓW


Od lat, niezmiennie, używam farby Syoss Mixing Colors w odcieniu 1-18. Opisywałam ją tutaj: [klik]. Od tego czasu zmieniło się opakowanie i opis, ale odcień i działanie jest dokładnie takie samo. Dobrze czuję się w tym kolorze i na razie nie planuję zmian :)

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moim włosom wiele brakuje do ideału. Szczerze mówiąc - wcale do niego nie dążę. 


Ogólnie rzecz ujmując, jestem zadowolona ze stanu swoich włosów i ze swojej aktualnej pielęgnacji. Mam bazę stałych kosmetyków, której na razie nie planuję rozszerzać ani zmieniać. Wypracowanie jej zajęło mi około rok i choć nadal raczkuję w dziedzinie pielęgnacji włosów, to przynajmniej mam ogólny pogląd na to, co im się przydaje, a co nie :)

Może coś podpatrzycie dla siebie z tego luźnego i przeraźliwie długiego wpisu. Wiem, że moje notki są długie, ale nic na to nie poradzę, że lubię klepać w klawiaturę :) W końcu blogowanie nie polega tylko na wklejeniu obrazka i napisaniu paru zdań (chyba, że taka jest idea danego bloga). 

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Czytaj dalej »

wtorek, 16 czerwca 2015

Książka na Wakacje #1 - "Świat do góry nogami" B. Ostrowicka

Hej, hej, witajcie! ^^

Lubicie czytać książki? Bo ja bardzo :) Od najmłodszych lat pochłaniałam książkę za książką. W pierwszej klasie szkoły podstawowej dostałam (jako jedyna pierwszoklasistka) dyplom czytelnika. Znały mnie wszystkie panie bibliotekarki zarówno te w szkole, jak i te z biblioteki osiedlowej. 

Postanowiłam wprowadzić serię postów "Książka na Wakacje". Przez cały okres wakacyjny będę przychodziła do Was z propozycjami książek lekkich, które można przeczytać szybko i przyjemnie. Mam cichą nadzieję, że przyciągnę uwagę moich młodszych Czytelniczek. Choć teoretycznie jestem dorosła, nadal moimi ulubionymi książkami są te skierowane dla młodzieży :)


Jako pierwszą przedstawię Wam powieść "Świat do góry nogami" autorstwa Beaty Ostrowickiej. Do dziś pamiętam dzień, w którym ją dostałam. Był ciepły, majowy lub czerwcowy poranek. Byłam chora, leżałam w łóżku. Odwiedziła mnie wtedy moja Babcia, przynosząc oczywiście siatki owoców (pamiętam, że był wtedy sezon na truskawki), soki, troszkę słodyczy no i tę książkę. Choć było to wiele lat temu, do dziś pamiętam jak czekałam, aż minie mi gorączka, żeby móc zacząć czytać tę książkę.


Kiedy już zaczęłam, nie mogłam się oderwać. Historia głównej bohaterki Oli bardzo mnie przejęła. Autorka dotyka wielu problemów, z którymi zmagają się nastolatki. Choć na niewielu spada ciężar utraty ukochanej mamy, to jednak większość musi zmierzyć się z własnymi słabościami, nadmiarem obowiązków i trudnym czasem dojrzewania.


Oczywiście pojawia się również wątek pierwszej miłości. Trudnej, pełnej bardzo zróżnicowanych emocji. Ola, znajduje się w trudnym momencie w życiu i na dodatek właśnie wtedy dopada ją to silne, burzliwe uczucie. Cicho napomknę, że moim zdaniem każda nastolatka wiele dałaby za takiego Mateusza obok siebie :)


Jak widzicie moja książka jest już sklejona taśmą :) Wiele ze mną przeszła. Od czasu kiedy ją dostałam, czytam ją w każde wakacje. Przyznam, że kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy chciałam "dogonić wiekowo" główną bohaterkę, mieć już to wymarzone szesnaście lat no i przeżyć pierwszą miłość. Teraz cenię sobie to, że ja dojrzałam, Ola nadal jest szesnastolatką, a ja mogę spojrzeć na jej problemy z innej perspektywy i nadal uczyć się od niej czegoś nowego.


I co tu więcej dodawać... Po prostu gorąco polecam Wam tę książkę!

Może warto również w nadchodzące wakacje zajrzeć do pobliskiej biblioteki? Może akurat znajdziecie tam dla siebie coś ciekawego :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik].

Czytaj dalej »

wtorek, 3 grudnia 2013

Haul: O.P.I. Edycja Świąteczna plus mały bonus

Witajcie :)

Kilka dni temu pokazywałam Wam na Facebooku paczuszkę, na którą przyszło mi czekać blisko miesiąc, ale było warto :) Postanowiłam zamówić sobie kilka lakierów do paznokci z edycji świątecznej marki OPI. Cała kolekcja sygnowana jest nazwiskiem Mariah Carey. Do koszyka wpadło mi oczywiście kilka bonusów :)


Zamówienie złożyłam w sklepie internetowym Victoria's Beauty. Lakiery przyszły do mnie prosto z Florydy, dlatego też czas oczekiwania na przesyłkę był tak długi. 


Na początek pokażę Wam bonusy, które wybrałam. Pierwszym był top coat Essie Good to Go, na który polowałam od dawna, ale zawsze kiedy szłam do sklepu, to był wykupiony. W końcu przybył do mnie i mam nadzieję, że dołączę do grona jego zwolenniczek. Kosztował około 35zł.


Totalną zachcianką był zestaw mini kremików do rąk (a nawet do ciała) marki OPI. Skusiłam się dlatego, że była to nowość w sklepie, a poza tym te urocze buteleczki krzyczały wręcz, abym je wybrała :) Skorzystałam z tego, że akurat mogłam sobie na nie pozwolić i mam.


Nie żałuję, bo zapachy są przecudne, a same kremy bardzo przyjemne w stosowaniu. Każda buteleczka ma 30ml i dzięki temu mam pewność, że je zużyję (aczkolwiek pewnie będę je bardzo oszczędzać, bo nie chcę, by się zbyt szybko skończyły :P). Zestaw kosztował około 36zł.

Przejdźmy teraz do tego co tygryski lubią najbardziej, czyli do lakierów. Każda buteleczka kosztowała około 32zł. Jeszcze nie malowałam nimi paznokci, więc nie wiem jak się na nich zachowują, ale wiem, że z pewnością przygotuję osobne posty na ten temat.

Jest to teoretycznie kolekcja świąteczna, ale moim zdaniem wybrane przeze mnie lakiery nadają się również na cały sezon jesienno - zimowy i z pewnością będą mi służyły przez wszystkie nadchodzące miesiące. Mam już kilka pomysłów na zdobienia z nimi w roli głównej i pewnie się nimi z Wami podzielę :)

Zwróćcie również uwagę na nazwy lakierów. Moim zdaniem są po prostu urocze i sprawiają, że aż chce się nimi malować paznokcie :)

In My Santa Suit


Jak widzicie jest to piękna czerwień kojarząca się właśnie ze strojem Świętego Mikołaja. Musiałam ją mieć, bo brakowało mi takiej typowo świątecznej czerwieni.

Warm me up


Jest to nietypowy brąz, wpadający nieco w szarość. Ma również w sobie troszkę fioletu, a także można dopatrzeć się delikatnych drobinek. Jestem bardzo ciekawa jak będzie się prezentował na moich paznokciach. Lubię takie "lakierowe ciekawostki" :)

Underneath the Mistletoe


Jest to głęboka, ciemna czerwień, która dodatkowo zawiera srebrne i czerwone drobinki. Dla mnie jest to kolor typowo świąteczny i już wyobrażam sobie jak pięknie będzie wyglądał w blasku choinki :)

My Favourite Ornament


Piękne, błyszczące złoto wzbogacone delikatnym, srebrnym połyskiem. Nada się na Święta, na Sylwestra i na całą zimę :) 

Ski Slope Sweetie


Ten lakier będzie mi służył jako dodatek do zimowych spacerów :) Wygląda jak zamrożona tafla wody. Kojarzy mi się z pięknym, zimowym dniem, kiedy z nieba sypie śnieg, a termometry pokazują kilka stopni poniżej zera :)

Visions of Love


Piękny kolor przypominający czerwone wino. Idealny na zimowe weekendy spędzone w domu z kubkiem gorącego napoju i książką :)

Skusiłam się również na kilka lakierów piaskowych. Jestem ciekawa, czy będą się różniły od tych, z którymi miałam już do czynienia. Będą też idealnym sposobem na zimowy manicure, bo moim zdaniem lakiery piaskowe lepiej wyglądają właśnie teraz, a nie latem.

Baby Please Come Home


Jest to delikatny fiolet wzbogacony srebrnym połyskiem. 

It's Frosty Outside


Nazwa idealna :) Jest to srebrny, mroźny kolor kojarzący się z zimową porą.

Kiss Me at Midnight


Piękny, mroźny niebieski wzbogacony srebrnymi drobinkami. Ogólnie nie przepadam za niebieskościami na paznokciach, ale ten od razu skradł moje serce.

Emotions


Lakier zagadka :) Jest to z pewnością czarny lakier piaskowy. Jestem ciekawa jak będzie wyglądał na paznokciach.


Jako gratis do zamówienia otrzymałam kosmetyczkę :) Z pewnością mi się przyda, dlatego jestem bardzo zadowolona :)

Przy okazji posta z zakupami pokażę Wam również moje dwa nowe nabytki Sleek'a, które zamówiłam pod wpływem kolorówkowego szału w Rossmannie :) Nabrałam ochoty na mroźne, zimowe makijaże i pomyślałam, że najnowsza paletka Celestial będzie do tego idealna. A że szkoda tak zamawiać jedną paletkę, to wybrałam również Vintage Romance, gdyż od dawna miałam na nią ochotę, o czym Wam już wspominałam :)




Kolorki są piękne i z pewnością będą mi dobrze służyły :) Bardzo lubię te paletki i już czaję się na nowość, która ma się pojawić bodajże w styczniu :)

Piszcie który lakier wpadł Wam w oko :) Spodziewajcie się sporej ilości postów z nimi w roli głównej. Chciałabym przygotować dla Was również zdobienie na Mikołaja, ale nie wiem, czy zdążę, dlatego lepiej nic nie obiecuję :(

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

czwartek, 14 listopada 2013

Haul cz. III: Nowa pielęgnacja twarzy

Witajcie :)

Na początku (bo zależy mi, aby każdy to przeczytał, a zdaję sobie sprawę, że nie każdy dociera do końca moich postów :P) chciałabym powitać moich nowych Czytelników :) Fajnie, że jest Was tutaj coraz więcej i liczę na to, że będziecie do mnie często zaglądać :) Przykro mi, że nie mam czasu zajrzeć na Wasze blogi, ale wszystko zapisuję i obiecuję nadrobić zaległości w wolnej chwili :) Zresztą dziewczyny, które odwiedzają mnie regularnie dobrze wiedzą, że kiedy tylko mogę, to nadrabiam zaległe posty :) Poza tym remont trwa. Jak na razie tworzy się moja łazienka (i moja wspaniała wanna, hurrrra :D) i ostatnio częściej przebywam na stronach sklepów budowlanych niż kosmetycznych, ale przyznam, że nawet mnie to cieszy :)

Jakiś czas temu zapowiadałam Wam, że będę zmieniała moją pielęgnację twarzy. Kosmetyki przeznaczone do tego celu już mam i dzisiaj je tutaj pokażę. Na razie korzystam tylko z jednego żelu, reszta leży w kącie i czeka, aż znajdę chwilę czasu i sił, aby to ogarnąć :)


Moja nowa pielęgnacja będzie opierała się głównie na kosmetykach z apteki, produktach naturalnych i kosmetykach, które sama sobie przygotuję :) Taki mam plan, a co mi z niego wyjdzie dowiemy się później :) 

W późniejszym czasie (sama nie wiem kiedy to nastąpi) stworzę również posta na temat schematu mojej pielęgnacji, ale dzisiaj już wspomnę, że moja cera jest mieszana, lubi się bardzo przesuszać, ale czasem również bywa przetłuszczona (zależy to od pory roku, ilości stresu w moim życiu i ogólnej kondycji mojego organizmu). Nie mam skłonności do wyprysków, ale za to mam skłonności do zaczerwienienia i pieczenia. Taki trochę misz - masz :) Dlatego też w moich kosmetykach panuje lekkie zamieszanie i dobieram je w zależności od aktualnych potrzeb mojej skóry. Pamiętam o zachowaniu umiaru i taka metoda się u mnie sprawdza.


Z marką Iwostin nie miałam nigdy do czynienia i przyznam szczerze, że zestaw Sensitia kupiłam w ciemno. Do codziennego oczyszczania twarzy wybrałam hipoalergiczny żel do mycia twarzy (37,99zł) oraz nawilżający tonik kojąco - oczyszczający (29,99zł). Mając na uwadze fakt, że zbliża się zima, wybrałam również intensywnie nawilżający krem z filtrem SPF 20 (44,69zł). Wiem, że moja cera uwielbia się przesuszać zimą, dlatego solidnie nawilżające kremy są u mnie podstawą :)


Od czasu do czasu potrzebuję oczyścić moją cerę (teraz, kiedy trwa remont, dbam o to jeszcze bardziej) dlatego zdecydowałam się na zakup słynnego żelu do mycia twarzy Vichy Normaderm (24,99zł). Właśnie jego teraz używam i przyznam, że jak na razie jestem zadowolona. Nie powoduje u mnie przesuszenia i podrażnienia. Jest to moja pierwsza buteleczka tego żelu, ale myślę, że nie jest też ostatnia. 

Dodatkowo nabrałam ochoty na przetestowanie kremu Physiogel (45,49zł). Mam nadzieję, że będzie solidnie nawilżał i koił moją podrażnioną zimnem i wiatrem skórę.


Czasem używam toniku antybakteryjnego (nie tylko na twarz, ale również na szyję, dekolt i plecy) dlatego kupiłam tonik ZiajaMed (10zł). Ponadto kupiłam krem pielęgnacyjny Bambino (około 6zł), ponieważ jestem ciekawa jak będzie radził sobie z nawilżeniem. Wersję z tlenkiem cynku mam, uwielbiam i nie wyobrażam sobie mojej półki bez tego kremu. Jest niezastąpiony w łagodzeniu podrażnień i ewentualnych wyprysków :)

Jestem ciekawa, czy macie jakieś doświadczenia z kosmetykami, które kupiłam :) Piszcie, chętnie poczytam.

Pozdrawiam,
Asia.

P.S. Przy okazji zapraszam do wzięcia udziału w moim Urodzinowym Rozdaniu [klik] :))

Czytaj dalej »

wtorek, 12 listopada 2013

Haul cz. II

Witajcie :)

Dzisiaj zapraszam Was na drugą część posta z zakupami. Pierwszą możecie zobaczyć tutaj: [klik].


Jak widzicie, znajdują się tutaj ostatnie zdobycze Avonu oraz efekty mojego napadu na Drogerię Natura :) Niestety gdzieś zaginęły mi paragony, dlatego będę podawała ceny orientacyjne.


Na duet czerwonego Garniera zdecydowałam się pod wpływem pozytywnych komentarzy pod jednym z postów, które przeczytałam u InfallibleLifestyle [klik]. Zapach i właściwości nawilżające są jak dla mnie idealne i myślę, że stanę się wierną fanką tego zestawu :) Za mleczko zapłaciłam około 12zł, za krem do rąk około 7zł.


Nowy zestaw Planet Spa był oczywiście obowiązkową pozycją na mojej liście zakupów od chwili, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam go w katalogu. W jego skład wchodzi mgiełka do pościeli, sól do kąpieli i mini balsam. Wszystko pięknie pachnie lawendą i rumiankiem i ma za zadanie umilać mi zimowe wieczory. Cały zestaw kosztował około 37zł.


Jak wiadomo, o stópki trzeba dbać, a szczególnie zimą. Seria Foot Works nie jest może jakoś specjalnie wybitna, ale lubię ją kupować ze względu na zapach. Tym razem przekonał mnie do siebie Imbir i Biała Herbata. Wybrałam krem i maseczkę do stóp. Każdy z nich kosztował około 7zł.


Tym razem wpadło mi też troszkę kolorówki. Moja poprzednia czarna kredka do oczu Avon Super Shock już powoli kończy swój żywot, dlatego kupiłam kolejną. Uwielbiam ją i polecam :) Kosztowała około 13zł.

Zdecydowałam się również na kupno bazy pod cienie, gdyż jestem ciekawa jej działania. Mam nadzieję, że się u mnie sprawdzi :) Kosztowała około 12zł.


W Naturze kupiłam puder transparentny My Secret. Kiedyś już zużyłam jedno opakowanie (miało wtedy inną szatę graficzną) i byłam bardzo zadowolona, dlatego postanowiłam do niego powrócić. Kosztował około 12zł.

Kolejnym punktem mojej wyprawy były szafy Essence. Do koszyka wpadł mi żel do usuwania skórek, o którym przeczytacie już niebawem w ramach serii Świat Paznokci według Ginger. Kosztował około 10zł.

Naklejki do paznokci to u mnie podstawa, dlatego kupiłam aż trzy opakowania. Te z Essence są bardzo dobrej jakości i robię zapasy w obawie, że je wycofają. Nie znalazłam jeszcze lepszych naklejek niż te. Jedno opakowanie kosztowało około 6zł.

Papierowy pilniczek to również stały punkt moich zakupów. Bardzo je lubię, są tanie i dobrze mi się z nimi pracuje. Kosztował około 7zł.

Sondę do zdobień paznokci zobaczyłam u Justyny K. [klik] i wiedziałam, że muszę ją mieć :) Przyda mi się podczas przygotowywania zdobień dla Was i nie tylko :) Kosztowała około 8zł.

Moja stara pęseta do regulacji brwi (też z Essence) już powoli traci ostrość. Służyła mi praktycznie 3 lata i postanowiłam wymienić ją na nowy model :) Kosztował około 8zł.

Podobnie jak poprzednim razem, większość z moich zdobyczy spoczywa gdzieś w kartonach, ale część używam już teraz, więc recenzje będą się pojawiały. Akcesoria do paznokci zobaczycie raz jeszcze w Świecie Paznokci według Ginger :)

Pozdrawiam,
Asia.

P.S. Przypominam o Urodzinowym Rozdaniu [klik].

P.S.2. Nie jestem pewna, czy jutro pojawi się post z lakierem do paznokci. Zobaczę, czy moje zmęczone remontem dłonie będą godne pokazania się ludziom :) W razie czego będę informowała na Facebooku :)

Czytaj dalej »