czwartek, 6 sierpnia 2015

Mój Kosmetyczny Zestaw Przetrwania Upałów - Lato 2015

Hej, hej, witajcie ^^

Fala upałów znowu ogarnęła nasz kraj. Uważam, że obecne temperatury są lekką przesadą, ale skoro nie mogę tego zmienić to nie narzekam i akceptuję aktualny stan pogodowy :) Staram się nie wychodzić z domu bez potrzeby, pić dużo wody i ogólnie dbam o siebie i swoich bliskich. 

źródło: [klik]

Przygotowałam dla Was luźny wpis o tym, jakie kosmetyki wybieram, aby czuć się lepiej w te upalne dni. Być może którąś z Was coś zainspiruje, może podpatrzycie dla siebie jakiś produkt i zdążycie go przetestować. W końcu połowa wakacji jeszcze przed nami ;)


Antyperspirant to podstawa. U mnie od lat najlepiej sprawdzają się te z Rexony. Najczęściej wybieram ten, który widzicie na zdjęciu. Ładnie pachnie, bardzo dobrze chroni. Polecam :)


Jeśli chodzi o pielęgnację ciała, wypracowałam sobie dwa zestawy, z których jestem bardzo zadowolona. Pierwszy to zestaw Avonu "Zielona Herbata i Werbena" z serii Naturals, który dostałam od Mamy. Sama nigdy bym go nie kupiła, dlatego że miałam kiepskie doświadczenia z kosmetykami z tej serii. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że znalazł się on w gronie moich ulubieńców. Wszystkie trzy produkty pachną bardzo ładnie, świeżo, a zapach długo utrzymuje się na skórze. Idealnie odświeżają w upalny dzień. Dodatkowo, balsam bardzo szybko się wchłania, nie podrażnia skóry, delikatnie nawilża. Osobiście w czasie upałów nie lubię nakładać na siebie ciężkich balsamów czy maseł, które obciążają skórę. Zdecydowanie sięgam po coś lżejszego. Mgiełka nie pachnie alkoholem aż tak mocno, jak inne mgiełki z tej serii. Moim zdaniem jest godna uwagi.


Drugi zestaw dobrałam sama. Bardzo lubię świeże zapachy mango, pomarańczy, mandarynki. Będąc w Rossmannie zauważyłam żel pod prysznic Isana z limitowanej serii w uroczym, wakacyjnym opakowaniu. Z chęcią wrzuciłam go do koszyka. W domu okazało się, że żel pięknie pachnie mango, ma kremową konsystencję, dobrze się pieni. 

Od jakiegoś czasu miałam balsam do ciała The Body Shop w wersji Satsuma. Okazało się, że w połączeniu z żelem Isany daje świetny efekt owocowego odświeżenia. Zapachy ładnie się komponują, długo utrzymują na skórze. Wiem, że kosmetyki The Body Shop są dość drogie, ale ten balsam do ciała jest warty przetestowania, szczególnie jeśli dorwiecie go na promocji. Ekspresowo się wchłania, nawilża skórę i nie podrażnia jej.

Przy okazji polecam Wam dwa inne żele pod prysznic Isany, które kupiłam niedawno. Możecie zobaczyć je tutaj: [klik]. 


Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, to polecam przetestować zestaw Ziai. Moje pierwsze wrażenia możecie przeczytać tutaj: [klik]. Moim zdaniem idealnie nadaje się do odświeżania skóry w upalne dni. Ja nadal stosuję go podczas porannej pielęgnacji i bardzo lubię :)


Często jednak zamieniam tonik ogórkowy na oliwkową wodę Ziai. Atomizer rozpyla delikatną mgiełkę pięknie pachnącej wody, która świetnie odświeża twarz w ciągu dnia, ale również idealnie sprawdza się w roli toniku. Gorąco polecam ten produkt! Jest tani, idealnie sprawdzi się w podróży, na plaży, na basenie. Moim zdaniem jest to "must have" :)

W gorące dni moja cera łatwiej się zanieczyszcza, dlatego też częściej sięgam po peelingi. Idealnie sprawdza się u mnie peeling Ziai z tej samej serii co opisana wyżej woda. Zaznaczam, że wbrew pozorom nie jest to taki sobie delikatny peeling. Ma bardzo silnie ścierające, niewielkie drobinki. Wystarczy chwila masażu skóry, aby stała się ona czysta i odświeżona, ale nie przesuszona i ściągnięta. Moim zdaniem "na upartego" sprawdzi się również do peelingu ciała, dlatego z pewnością przyda się w podróży jako produkt wielozadaniowy :)

Gorąco polecam Wam oba te produkty. Myślę, że świetnie sprawdzą się Wam w upalne dni, ale nie tylko.


W czasie upałów często sięgam po masełka do ust Nivea. Może niekoniecznie są to jakieś świetne produkty nawilżające, bo jeśli chodzi o dbanie o kondycję moich ust to mam inne sprawdzone produkty, ale nie o nich dzisiejszy wpis. Masełka Nivea bardzo lubię głównie ze względu na ich wakacyjne zapachy :) Być może dlatego tak mnie do nich ciągnie. Postanowiłam umieścić je tutaj, bo wakacje są świetnym czasem na ich testowanie. Nasze usta nie wymagają aż tak solidnej pielęgnacji jak zimą, dlatego te lekko nawilżające produkty sprawdzą się idealnie właśnie teraz. No i po prostu... Lubię je :)


Na sam koniec przedstawię Wam małe cudeńka firmy O.P.I. Niestety, nie są łatwo dostępne, ale moim zdaniem i tak warto je Wam pokazać. Ja swój zestaw kupiłam tutaj: [klik], ale pewnie dostaniecie go również w innych sklepach internetowych. Na zdjęciu pokazałam Wam trzy moje ulubione zapachy. Uwielbiam stosować je właśnie teraz, w czasie upałów. Pięknie, długo i intensywnie pachną! Choć to maleństwa (opakowanie zawiera tylko 30ml produktu) to są niesamowicie wydajne. Idealnie sprawdzą się w podróży i do torebki. Stosuję je głównie jako kremy do rąk, ale czasem zdarza mi się wysmarować nimi całe ciało. Ekspresowo się wchłaniają, odświeżają i nawilżają skórę. 

Tak właśnie prezentuje się Mój Kosmetyczny Zestaw Przetrwania Upałów :) 

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

czwartek, 9 lipca 2015

Moja Pielęgnacja #1 - Włosy

Hej, hej, witajcie ^^

Dzisiaj nadeszła pora na pierwszy wpis z serii Moja Pielęgnacja. Jak widzicie po tytule, pod lupę weźmiemy moje włosy.


Na początek krótka charakterystyka moich włosów. Jak widzicie na zdjęciu, są dość długie. Silnie reagują na wilgoć puszeniem i falowaniem. Są średnio/wysokoporowate. Farbowane, ale na kolor zbliżony do mojego naturalnego.

Uwielbiają się falować, a ja usilnie chcę, by były proste, przez co niezmiennie od lat używam prostownicy, o której już kiedyś tutaj pisałam: [klik]. Oczywiście nie katuję ich prostowaniem codziennie i nie używam temperatur wyższych niż 170 stopni. Suszarki nie używam wcale.

Do rozczesywania używam szczotki Tangle Teezer, której w tym wpisie akurat nie pokażę, ale pokazywałam ją tutaj: [klik]. Wtedy była droższa, teraz można ja dostać już za około 30zł. Przyznam, że jest to must have każdej osoby, która ma problemy z rozczesywaniem włosów. Ta szczotka poradzi sobie z największym kołtunem. Nie wiem, co jest w niej takiego magicznego, ale moje włosy po prostu ją uwielbiają. Dopóki nie spróbowałam, nie wierzyłam w te wszystkie pozytywne opinie na jej temat. Teraz sama podpisuję się pod nimi. Od czasu zakupu codziennie czeszę nią włosy i nadal wygląda jak nowa :)

Zaznaczę, że pielęgnacją włosów interesuję się dość krótko, bo dopiero od około roku. Podstawy poznałam na blogu Anwen oczywiście [klik]. 

SZAMPONY


Wspomnę, że włosy myję codziennie wieczorem. Tak mam od zawsze i nie wyobrażam sobie inaczej.

Tak, dobrze widzicie :) Pierwszy na zdjęciu jest szampon dla dzieci marki Tesco (nr 1). Każda włosomaniaczka wie, że powinno się używać dwóch szamponów. Delikatniejszego na co dzień i mocno oczyszczającego około raz w tygodniu. 

Pewnego razu zapomniałam kupić w Rossmannie słynny szampon Babydream (którego zużyłam kilka buteleczek). Nie chciało mi się wracać tylko po szampon, a akurat byłam w Tesco więc zaszłam na dział dziecięcy. Mój wybór padł na ten produkt i przepadłam. Moim zdaniem jest lepszy od Babydream. Oczyszcza delikatnie, ale dokładnie. Nie przesusza włosów, bardzo delikatnie pachnie, jest niesamowicie wydajny (i większy niż Babydream). Buteleczka kosztuje około 7zł. Polecam :)

Do mocniejszego oczyszczania używam szamponu brzozowego Barwa Ziołowa (nr 2). Również kupuję go w Tesco, ale wiem, że jest dostępny w osiedlowych sklepikach i drogeriach. Kosztuje góra 4zł. Po jego użyciu włosy aż skrzypią z czystości. Najczęściej wybieram go przed użyciem maski. Wtedy wiem, że nic nie stanie jej na przeszkodzie w dogłębnym odżywianiu moich włosów ;)

ODŻYWKI


Odżywek mam zawsze sporo. Używam ich na zmianę, w zależności od aktualnego stanu moich włosów. Jak widzicie, dominują produkty Garniera. Odżywki nr 3 i 4 wybieram w sytuacji, kiedy chcę delikatnego odżywienia i nawilżenia. Ot, takie zwykłe odżywki, które sprawdzają się, kiedy siedzę w domu, nie prostuję włosów i nie zabezpieczam ich silikonami. Często nakładam je również po olejowaniu. Odżywka nr 5 jest już mocniej nawilżająca. Wybieram ją kiedy chcę czegoś więcej, kiedy moje włosy mają gorszy dzień. Natomiast odżywka nr 6 to już jest najcięższy kaliber wśród odżywek do włosów. Nakładam ją, kiedy chcę porządnego nawilżenia i wygładzenia (najczęściej po całym dniu poza domem i po prostowaniu włosów). 

Ostatnio testuję aplikację metodą pocierania, o której Anwen wspominała tutaj: [klik]. Przyznam, że u mnie się sprawdza i rzeczywiście odżywki i maski jakby głębiej i dokładniej wnikają we włosy.

MASKI


W maskach również przyjęłam zasadę, że słucham potrzeb swoich włosów. To, czego użyję, zależy też od tego ile czasu mogę na to poświęcić, choć oczywistym jest, że maski powinno się nakładać na tak długo, jak się da. Ale wiadomo, jak to wychodzi w praktyce ;)

Jak widzicie, jestem posiadaczką aż dwóch Kallosów: Algae (nr 7) i Keratin (nr 9). Są to giganty wśród masek (każdy słoik zwiera aż litr produktu). Nakładam je kiedy mam około 10-15 minut wolnego czasu. Pokrywam włosy grubą warstwą, spinam klamrą, wykonuję inne czynności, a następnie spłukuję. Nie widzę wielkiej różnicy w ich działaniu. Może Keratin bardziej wygładza i nawilża, a Algae nadaje się bardziej do codziennego stosowania, ale są to różnice bardzo minimalne. Ogółem bardzo je lubię i polecam :)

Kiedy potrzebuję ekspresowego i porządnego nawilżenia sięgam po maskę arganową (nr 10). Kupiłam ją w Biedronce za około 20zł. Nakładam ją według zaleceń producenta na około 3-5 minut. Po jej użyciu włosy są bardzo miękkie, wygładzone i nawilżone. Rozczesują się praktycznie bez problemów. 

Moim hitem jest oczywiście maska Biovax (nr 8). Nakładam ją kiedy mam wolne 30-40 minut. Po jej użyciu włosy są niesamowicie gładkie, nawilżone i dogłębnie odżywione aż po same końce. Na moich włosach efekt utrzymuje się nawet kilka następnych myć i wtedy właśnie sięgam po te lżejsze odżywki, gdyż nie potrzebuję dodatkowego silnego nawilżenia. Moim zdaniem jest warta każdej złotówki.

OLEJE


Przyznam, że nie lubię olejowania włosów. Nie mogę się za bardzo wypowiedzieć w tym temacie, gdyż dopiero, baaaardzo powoli, zaczynam swoją przygodę z olejami. Jak widzicie mam dwa: olej Alterra w wersji z brzozą i pomarańczą (nr 11) oraz olej "Amla" firmy KTC (nr 12). Ten drugi jest całkowicie na bazie parafiny. Być może kiedyś napiszę jakąś aktualizację na ten temat. Na razie widzę, że po olejach moje włosy są dociążone, mniej się puszą. Ale wiem, że na prawdziwe efekty składa się regularne i długotrwałe stosowanie, na które muszę jeszcze poczekać :)

POZOSTAŁE PRODUKTY


Odżywka dwufazowa Syoss (nr 13) sprawdzała się u mnie dobrze. Używałam jej po spłukaniu odżywki, w ramach dociążenia i nabłyszczenia włosów oraz ułatwienia rozczesywania. Niestety, przy codziennym stosowaniu zaczęła przesuszać i jakby "oblepiać" moje włosy. Wyglądały po prostu brzydko. Dlatego odstawiłam ją, przez kilka dni stosowałam tylko szampon i lżejszą odżywkę i wszystko wróciło do normy.

Słynne zielone serum z Avonu (nr 14) to u mnie stały bywalec. Używam go zawsze po prostowaniu włosów w celu zabezpieczenia i wygładzenia końcówek i utrwalenia efektu. Nie znalazłam lepszego produktu w tej dziedzinie i zamierzam go używać tak długo, jak tylko będzie dostępny w katalogach :)

Na jedwab w płynie Green Pharmacy (nr 15) skusiłam się czytając pozytywne opinie na jego temat. Poszukiwałam czegoś do zabezpieczania końcówek po myciu. Niestety, nie sprawdził się u mnie. Sklejał moje włosy i powodował już po jednym użyciu takie brzydkie "oblepienie" jak opisany wyżej Syoss.


Na całe szczęście w Biedronce odkryłam coś, co sprawdza się u mnie znakomicie i świetnie zabezpiecza końcówki po myciu. Mam tutaj na myśli Maracuja Oil (nr 18). Pięknie pachnie, ładnie wchłania się we włosy (po aplikacji moje dłonie są kompletnie suche - tak bardzo włosy dosłownie "piją" ten olejek). Koszt buteleczki to około 5zł, skład ma bardzo dobry, polecam :)

Produkt Isany (nr 16) i Avonu (nr 17) to kosmetyki, które stoją u mnie w zapasach i czekają na swoją kolej. Avon dlatego, że testowałam spray Syossa, a Isana dlatego, że nie bardzo wiem, jak się za nią zabrać :) Aczkolwiek wiem, że opinie ma bardzo pozytywne ;)

FARBA DO WŁOSÓW


Od lat, niezmiennie, używam farby Syoss Mixing Colors w odcieniu 1-18. Opisywałam ją tutaj: [klik]. Od tego czasu zmieniło się opakowanie i opis, ale odcień i działanie jest dokładnie takie samo. Dobrze czuję się w tym kolorze i na razie nie planuję zmian :)

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moim włosom wiele brakuje do ideału. Szczerze mówiąc - wcale do niego nie dążę. 


Ogólnie rzecz ujmując, jestem zadowolona ze stanu swoich włosów i ze swojej aktualnej pielęgnacji. Mam bazę stałych kosmetyków, której na razie nie planuję rozszerzać ani zmieniać. Wypracowanie jej zajęło mi około rok i choć nadal raczkuję w dziedzinie pielęgnacji włosów, to przynajmniej mam ogólny pogląd na to, co im się przydaje, a co nie :)

Może coś podpatrzycie dla siebie z tego luźnego i przeraźliwie długiego wpisu. Wiem, że moje notki są długie, ale nic na to nie poradzę, że lubię klepać w klawiaturę :) W końcu blogowanie nie polega tylko na wklejeniu obrazka i napisaniu paru zdań (chyba, że taka jest idea danego bloga). 

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Czytaj dalej »

wtorek, 23 czerwca 2015

Kolorowe Paznokcie #3: Miss Sporty Clubbing Color 1 Minute Quick Dry nr 190

Hej, hej, witajcie! ^^

Dzisiaj przychodzę do Was z obiecaną prezentacją kolejnego lakieru Miss Sporty z nowej serii 1 Minute Quick Dry. Pierwszy kolorek możecie zobaczyć tutaj: [klik].


Jak już wiecie, widząc nową serię odcieni wybrałam piękny róż, no i ten lekko rozbielony fiolet. Podobny, ale bardziej intensywny kolor z serii Clubbing Color pokazywałam Wam przy okazji akcji Kolorowe Lato na paznokciach [klik].


Prezentowany odcień o numerze 190 jest bardzo delikatny, pastelowy. Moim zdaniem, jest bardziej wiosenny, niż letni. Przynajmniej ja częściej sięgam po takie odcienie wiosną :)

Buteleczka zawiera 7ml lakieru i kosztowała około 7zł. 


Pędzelek jest standardowy dla tych lakierów, bardzo wygodnie się nim pracuje. Konsystencja również bez zarzutu, aczkolwiek zauważyłam, że jest mniej gęsta niż w przypadku różu prezentowanego w poprzednim wpisie tej serii.


Tak jak wspominałam poprzednio, żaden lakier nie jest w stanie porządnie wyschnąć w 60 sekund. Jednakże odcienie tej serii po upływie dwóch do czterech minut są suche na tyle, że dotknięcie płytki paznokcia nie pozostawia odcisku palca.

Przypomnę, że producent zapewnia długotrwały i błyszczący kolor już po jednej warstwie lakieru. Na zdjęciach widzicie dwie warstwy bez żadnego top coat'u. Już przy różu zaznaczyłam, że przy jednej warstwie lakieru zdarzały się prześwity i kolor nie był intensywny i lśniący. Tutaj było znacznie gorzej i kolejna warstwa była wręcz obowiązkowa. 

Jak zawsze, nie oceniam trwałości lakieru, gdyż jest ona uzależniona od stanu naszych paznokci, tego czy użyjemy bazy pod lakier oraz czy pokryjemy go top coat'em. 


Jestem zadowolona z tego lakieru, ale bardziej przypadł mi do gustu ten różowy. Pewnie dlatego, że po prostu zawsze ciągnie mnie do odcieni różu i czerwieni :) Jednak biorąc pod uwagę tylko ich właściwości, to są praktycznie identyczne, więc śmiało sięgajcie po kolor, który Wam odpowiada.

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik]. Obecnie nagrywam serie z Simsów 4, przepięknej i klimatycznej gry The Night of the Rabbit oraz z Don't Starve :)

Czytaj dalej »

piątek, 19 czerwca 2015

Pierwsze Wrażenia #3 - Nowości Ziai, czyli żel micelarny, tonik ogórkowy oraz krem do twarzy ogórek - mięta kwas PHA

Hej, hej, witajcie! ^^

W pierwszym poście z serii Gingerowe Pamiętniki [klik] pokazywałam Wam swoje zdobycze z Rossmanna. Wśród nich znalazło się kilka nowości naszej polskiej Ziai. Osobiście uwielbiam tę firmę i nie mogłam przejść obok nich obojętnie :)

Przez ostatni czas testowałam ich działanie podczas porannej pielęgnacji. Postanowiłam opisać Wam moje pierwsze wrażenia z używania tych produktów. Pamiętajcie, że nie jest to recenzja, a moje luźne spostrzeżenia, które być może pomogą komuś z Was w ocenie, czy są to kosmetyki warte zakupu.


Muszę przyznać, że cały zestaw prezentuje się bardzo ładnie. Podoba mi się nowa szata graficzna, którą Ziaja stopniowo wprowadza do swoich produktów.

Plus oczywiście za żel z pompką oraz zatrzaskowe zamykanie kremu i toniku. To bardzo ułatwia codzienne stosowanie :)


Żel micelarny kupiłam z zamiarem stosowania rano. Producent obiecuje łagodne oczyszczenie skóry, zmiękczenie i wygładzenie naskórka oraz utrzymanie właściwego poziomu nawilżenia. Zgadzam się z tym w 100%. 

Żel pięknie, odświeżająco pachnie. Dodatkowo, bardzo delikatnie chłodzi, co było zbawieniem podczas panujących ostatnio upałów. Skóra po użyciu tego żelu jest odświeżona i rozjaśniona. Nie zauważyłam żadnego przesuszenia i jestem prawie pewna, że ten problem z czasem się nie pojawi. Mam już pewne doświadczenie w testowaniu żeli do mycia twarzy i widzę, że jego formuła jest na tyle łagodna, że nie powinna przesuszać. 

Określenie "żelu micelarnego" jest moim zdaniem idealne w przypadku tego produktu. Mam wrażenie, że "micele" usuwają tylko zanieczyszczenia, nie naruszając przy tym naskórka. Skóra jest gładka i bardzo czysta, ale nie "piszczy" z tej czystości pod wpływem dotyku. Wierzę, że wiecie co mam na myśli :)

Nie testowałam go pod kątem usuwania makijażu. Po pierwsze dlatego, że producent nie obiecuje, że ten produkt ma to robić. Po drugie, stosowałam go tylko rano, a po trzecie w ostatnim tygodniu nie nakładałam na siebie makijażu, więc nie miałam nawet okazji tego sprawdzić ;)

Moim zdaniem ten żel jest bardzo, bardzo, bardzo godny uwagi!!

Pojemność: 200ml
Cena: 8,49zł
Link do Rossmanna: [klik]
Skład: Aqua (Water), Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-7 Glyceryl Cocate, Sodium Cocoyl Isethionate, Undecylenamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Lactobionic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Xanthan Gum, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Sodium Hydroxide, CI 42090, CI 19140, CI 47005.



Tonik... Mam wrażenie, że jest to ten sam słynny tonik ogórkowy Ziai, którego wszyscy znają, tylko w nowym opakowaniu :) Tamtego zużyłam kilka buteleczek i bardzo lubiłam. Ten również przypadł mi do gustu. 

Robi to, co powinien robić tonik. Oczyszcza, tonizuje, ładnie pachnie. Zauważyłam, że dość długo wysycha. Dla jednych będzie to plus, dla innych minus.

Po użyciu żelu skóra jest gładka i matowa. Kiedy nałożymy na nią tonik, zaczyna się delikatnie świecić, ale nie jest to świecenie spowodowane nadmiarem sebum, a raczej ładny blask nawilżonej cery.

Pojemność: 200ml
Cena: 8,49zł
Skład: Aqua (Water), Propylene Glycol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Panthenol, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Amyl Cinnamal, Linalool, Citric Acid.



Ten krem również zgarnie same pochwały :) Jest bardzo przyjemny w aplikacji. Ładnie, delikatnie i świeżo pachnie. Ma lekką formułę, która szybko się wchłania. Skóra po jego użyciu nie jest lepka w dotyku.

Nie testowałam go pod kątem nakładania podkładu, ale moim zdaniem nie będzie sprawiał problemów w tej kwestii. Myślę tak głównie dlatego, że bardzo dobrze wchłania się w skórę i nie czuć go pod dotykiem palców.

Twarz po jego użyciu jest gładka i nawilżona cały dzień. Nie zauważyłam nadmiaru wydzielania sebum (w przeciwieństwie do słynnego kremu Dermoline po którym świeciłam się po dwóch godzinach od aplikacji, choć zwykle nie miałam z tym problemu :)). 

Pojemność: 50ml
Cena: 7,49zł
Link do Rossmanna: [klik]
Skład: Aqua (Water), C12-15 Alkyl Benzoate, Cetearyl Ethylhexanoate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Glycerin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclopentasiloxane, Butyl Methoxydibenzoylomethane, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Octocrylene, Propylene Glycol, Lactobionic Acid, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol (nano), Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Xanthan Gum, Methylparaben, Diazolidinyl Urea, Parfum (Fragrance), Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Geraniol, Citronellol, Mentha Arvensis Leaf Extract, Sodium Hydroxide, CI 42090, CI 19140, CI 47005.



Odkąd zaczęłam używać tych kosmetyków moja skóra wygląda lepiej. Zauważyłam stopniowe i bardzo delikatne rozjaśnianie twarzy i dopiero teraz, podczas tworzenia tego wpisu doczytałam, że rzeczywiście producent obiecuje łagodzenie różnego rodzaju podrażnień i delikatne rozjaśnienie naskórka. Myślę, że to połączenie mojej wieczornej pielęgnacji (o której już niebawem) z tym zestawem daje taki efekt, ale mimo to jestem bardzo, bardzo zadowolona :)

Podsumowując, gorąco polecam Wam te kosmetyki. Moim zdaniem szybko osiągną taką popularność, jak seria Liście Manuka, którą osobiście uwielbiam :) 

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik]. Widzę, że jest Was coraz więcej i bardzo mnie to cieszy :)

Czytaj dalej »

wtorek, 16 czerwca 2015

Książka na Wakacje #1 - "Świat do góry nogami" B. Ostrowicka

Hej, hej, witajcie! ^^

Lubicie czytać książki? Bo ja bardzo :) Od najmłodszych lat pochłaniałam książkę za książką. W pierwszej klasie szkoły podstawowej dostałam (jako jedyna pierwszoklasistka) dyplom czytelnika. Znały mnie wszystkie panie bibliotekarki zarówno te w szkole, jak i te z biblioteki osiedlowej. 

Postanowiłam wprowadzić serię postów "Książka na Wakacje". Przez cały okres wakacyjny będę przychodziła do Was z propozycjami książek lekkich, które można przeczytać szybko i przyjemnie. Mam cichą nadzieję, że przyciągnę uwagę moich młodszych Czytelniczek. Choć teoretycznie jestem dorosła, nadal moimi ulubionymi książkami są te skierowane dla młodzieży :)


Jako pierwszą przedstawię Wam powieść "Świat do góry nogami" autorstwa Beaty Ostrowickiej. Do dziś pamiętam dzień, w którym ją dostałam. Był ciepły, majowy lub czerwcowy poranek. Byłam chora, leżałam w łóżku. Odwiedziła mnie wtedy moja Babcia, przynosząc oczywiście siatki owoców (pamiętam, że był wtedy sezon na truskawki), soki, troszkę słodyczy no i tę książkę. Choć było to wiele lat temu, do dziś pamiętam jak czekałam, aż minie mi gorączka, żeby móc zacząć czytać tę książkę.


Kiedy już zaczęłam, nie mogłam się oderwać. Historia głównej bohaterki Oli bardzo mnie przejęła. Autorka dotyka wielu problemów, z którymi zmagają się nastolatki. Choć na niewielu spada ciężar utraty ukochanej mamy, to jednak większość musi zmierzyć się z własnymi słabościami, nadmiarem obowiązków i trudnym czasem dojrzewania.


Oczywiście pojawia się również wątek pierwszej miłości. Trudnej, pełnej bardzo zróżnicowanych emocji. Ola, znajduje się w trudnym momencie w życiu i na dodatek właśnie wtedy dopada ją to silne, burzliwe uczucie. Cicho napomknę, że moim zdaniem każda nastolatka wiele dałaby za takiego Mateusza obok siebie :)


Jak widzicie moja książka jest już sklejona taśmą :) Wiele ze mną przeszła. Od czasu kiedy ją dostałam, czytam ją w każde wakacje. Przyznam, że kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy chciałam "dogonić wiekowo" główną bohaterkę, mieć już to wymarzone szesnaście lat no i przeżyć pierwszą miłość. Teraz cenię sobie to, że ja dojrzałam, Ola nadal jest szesnastolatką, a ja mogę spojrzeć na jej problemy z innej perspektywy i nadal uczyć się od niej czegoś nowego.


I co tu więcej dodawać... Po prostu gorąco polecam Wam tę książkę!

Może warto również w nadchodzące wakacje zajrzeć do pobliskiej biblioteki? Może akurat znajdziecie tam dla siebie coś ciekawego :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Asia.

Przypominam również o możliwości obserwowania mnie na Instagramie [klik] oraz subskrybowania mojego początkującego kanału na YouTube, którego tematyką są serie let's play [klik].

Czytaj dalej »