środa, 30 października 2013

Zdobienia Paznokci: Halloween #3

Witajcie :)

Halloween już jutro :) Pewnie większość z Was ma już pomysły na swój manicure. Jeśli jednak nie jesteście jeszcze zdecydowane, zapraszam na kolejną i ostatnią porcję moich propozycji zdobień paznokci. Mam nadzieję, że poczujecie się zainspirowane do zmalowania czegoś ciekawego :)


Jak widzicie, tym razem skupiłam się na Halloween'owych Potworkach :) Pokażę Wam jak wykonałam Duszka, Mumię i Frankenstein'a :)


Jako bazę do dwóch pierwszych zdobień wybrałam biały lakier Wibo French Manicure nr 1. Standardowo, aby uzyskać dobre krycie, nałożyłam dwie warstwy. Oczywiście wcześniej nałożyłam bazę pod lakier Essence.

Propozycja nr 1


Duszek jest jedną z najprostszych propozycji. Nie wymaga wprawy, gdyż oczy i usta (o ile można to nazwać ustami :D) nie muszą być równe. 

Ja zdecydowałam, że ozdobię paznokieć palca serdecznego, wskazującego i kciuka. 

Przy pomocy sondy (jak zawsze możecie użyć wszystkiego co ma zaokrągloną końcówkę - ja przez wiele lat używałam starego długopisu) malujemy dwie lekko przeciągnięte kropki mające być oczami oraz jedną kropkę przypominającą buzię. Im mniej równe i bardziej porozciągane, tym lepsze.


Kiedy czarny lakier przeschnie, przy pomocy sondy i białego lakieru wypełniamy oczy białymi kropkami


Następnie nakładamy top coat i gotowe :)


Propozycja nr 2


Wykonanie mumii jest zdecydowanie bardziej skomplikowane, wymaga posiadania pędzelka oraz wprawy w malowaniu. Kiedy przygotowywałam dla Was to zdobienie, moje dłonie stwierdziły, że będą się trzęsły, dlatego nie wszystko wyszło tak równe jak powinno :)


Przy pomocy pędzelka i czarnego lakieru malujemy kreski dokładnie tak, jak pokazałam na zdjęciach.

Ja zdecydowałam, że twarz mumii będę miała na paznokciu palca serdecznego i na kciuku, a na reszcie paznokci namaluję sam bandaż. Pominęłam na nich krok wypełniania czarnym lakierem przestrzeni na oczy, zastępując ją po prostu kreskami.


Kiedy już wykonałam bandaż i wszystko dokładnie wyschło, przeszłam do namalowania dwóch białych kropek będących bazą pod oczy.


Ja zdecydowałam, że moja mumia będzie miała czerwone oczy, żeby trochę przełamać czerń i biel dominującą to zdobienie. 


Propozycja nr 3


Bazą do tego zdobienia są dwa lakiery: czarny i zielony. Na zielono pomalowałam paznokieć palca serdecznego oraz kciuk. Resztę paznokci pomalowałam na czarno. 

Przyznam, że bardzo podoba mi się to połączenie kolorystyczne i myślę, że już sam taki manicure, bez żadnego zdobienia, idealnie pasuje na Halloween


Paznokcie, które pomalowałam na zielono, przeznaczyłam na buźkę Frankensteina. Pierwszym krokiem było namalowanie mu czarnych włosów, co wykonałam przy pomocy pędzelka.


Następnie stworzyłam mu twarz :) Oczy wykonałam przy pomocy sondy, a brwi i uśmiech namalowałam pędzelkiem. Kiedy wszystko wyschło, domalowałam jeszcze dwie białe kropki, które wypełniły oczy.


Na paznokciach pomalowanych na czarno wykonałam zdobienie, które pokazywałam Wam w zeszłą środę. Tak jak myślałam, całość ładnie skomponowała się z buźką Frankenstein'a :)


Wszystko jak zawsze pokryłam top coat'em :) Mimo że wykonanie tego zdobienia może wydawać się skomplikowane, w rzeczywistości jest bardzo proste i niesamowicie szybkie. Myślę, że każda z Was dałaby sobie z nim radę :)


Lakiery jakie użyłam:
- Essence Protecting Base Coat
- Miss Sporty Clubbing Colours nr 455
- Wibo French Manicure nr 1
- Wibo Express Growth nr 34
- Rimmel Salon PRO nr 703 Rock'n'Roll
- O.P.I. RapiDry Top Coat
- sonda + pędzelek do zdobień Avon

Mam nadzieję, że cała seria moich zdobień na Halloween przypadła Wam do gustu :) Ja sama dzięki temu, że je dla Was przygotowywałam, powoli zaczęłam odzyskiwać wprawę, którą straciłam przez długą przerwę w wykonywaniu zdobień, a na dodatek na nowo wkręciłam się w tematykę szaleństw na paznokciach :) Mam już kilka pomysłów na kolejne serie i wierzę, że uda mi się je zrealizować. Wszystko zależy od tego jak bardzo moje paznokcie ucierpią podczas remontu :)

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

wtorek, 29 października 2013

Świat Paznokci według Ginger: III Moja Opinia o Regenerum

Witajcie :)

Dzisiaj zapraszam Was na trzeci post z serii Świat Paznokci według Ginger. Postaram się ująć w nim moje spostrzeżenia na temat Regenerum, czyli serum do paznokci. Kupiłam je jeszcze przed wakacjami, w czasie kiedy moje paznokcie były w naprawdę kiepskim stanie. Pokładałam w nim duże nadzieje. Czy zostały spełnione? Zapraszam do dalszej części posta.

Świat Paznokci według Ginger to seria postów, w której dzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniami na temat paznokci. Zaznaczam, że nie jestem (jeszcze) specjalistką w tej dziedzinie, a swoje porady opieram jedynie na latach eksperymentów, prób i błędów oraz przeczytanych artykułach. Planowo posty będą ukazywały się w poniedziałki (oczywiście z powodu zmian w moim życiu dzień publikacji posta może ulec zmianie, ale o wszystkich takich przypadkach zawsze informuję na Facebooku). 

Czego dowiecie się z tej serii? Zamierzam ująć w niej tematykę pielęgnacji paznokci i skórek, podstawy zdobienia paznokci oraz wiele ciekawych porad. Po każdym dziale będą pojawiały się recenzje produktów, o których wspominałam. Wolę przeznaczyć na każdego z nich osobnego posta, szczególnie jeśli będzie to kosmetyk warty uwagi. Następnie zaczniemy kolejny dział, który będzie pisany według takiego samego schematu. Przypuszczam, że seria będzie stale rozwijania i rozszerzana o kolejne produkty, ale już moja w tym głowa, aby wszystko było logicznie rozplanowane.


"Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci to starannie dobrana kompozycja czterech składników naturalnego pochodzenia: oleju z orzeszków makadamia, oleju ze słodkich migdałów, oleju z pestek winogron oraz oleju cytrynowego, wzbogaconych witaminami A i E. Razem zapewniają intensywną, kompleksową pielęgnację płytki oraz otaczającego naskórka.

Serum do paznokci wzmacnia, nawilża i regeneruje płytkę paznokcia. Dzięki wysokiej zawartości odżywczych olejków nawet kruche i łamliwe paznokcie odzyskują naturalną elastyczność, stają się mocne, zdrowe i odporne na uszkodzenia. Dodatkowo, zastosowane w preparacie witaminy A i E chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, a olejek cytrynowy wpływa na rozjaśnienie przebarwień, przywracając paznokciom naturalny i piękny wygląd".


Opakowanie to mała, poręczna tubka zakończona pędzelkiem, który pozwala na precyzyjną aplikację produktu. Producent zaleca wykonywanie masażu pędzelkiem, co ma umożliwić lepszą penetrację składników aktywnych oraz pobudzić macierz paznokcia, wpływając pozytywnie na jej wzrost.

Serum ma konsystencję olejku. Nie spływa z paznokci i nie brudzi wszystkiego wokół. 

Produkt jest bezzapachowy.


Moja kuracja polegała na codziennym nakładaniu serum na oczyszczoną płytkę paznokcia (również od spodu) oraz skórki. Z uwagi na to, że produkt bardzo długo się wchłaniał, zdecydowałam, że będę aplikowała go wieczorem.

Pierwsze pozytywne efekty zauważyłam po około tygodniu stosowania. Moje paznokcie rosły zdecydowanie szybciej. Dodatkowo płytka paznokcia stała się jasnoróżowa, a końcówki wyglądały jakbym przed chwilą wykonała french manicure.

Kolejnym pozytywnym skutkiem regularnego stosowania było to, że moje skórki stały się nawilżone. Był to niestety ostatni pozytywny efekt jaki zauważyłam podczas regularnej kuracji Regenerum.

Niestety, nie jest to produkt, który spowoduje, że paznokcie przestaną się rozdwajać, czy staną się mocniejsze i odporne na uszkodzenia.

Mimo że ogólnie Regenerum nie podbiło mego serca, nadal stosuję je w sytuacji, gdy chcę szybko i skutecznie nawilżyć płytkę paznokcia i skórki (szczególnie kiedy mam mini maraton malowania zdobień paznokci dla Was :)). W tej roli sprawdza się idealnie. 

Sporym minusem jest to, że produkt praktycznie się nie wchłania, choć producent zaleca pozostawienie go na paznokciach do całkowitego wyschnięcia. Zrobiłam kiedyś test i postanowiłam poczekać, aż wszystko ładnie się wchłonie. Wytrzymałam godzinę, a olejek nadal pozostawał na paznokciach. Od tamtej chwili zmieniłam sposób używania go i po prostu po 15 minutach od aplikacji, wmasowywałam preparat w paznokcie i skórki.

Początkowo myślałam, że serum bardzo szybko się skończy, gdyż jego pojemność jest naprawdę niewielka. Na całe szczęście okazało się, że jest to bardzo wydajny produkt, co zaliczam na plus.

Pojemność: 5ml
Cena: około 20zł (ja zapłaciłam dokładnie 18,90zł)
Dostępność: apteki
KWC: [klik]
Skład: Macadamia Integrifolia Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil/Tocopherol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Silica, Citrus Limon Peel Extract/Helianthus Annuus Seed Oil, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Caprylyl Glycol/Glyceryl Caprylate, Ethylhexylglycerin, Parfum.

Moim zdaniem, cena tego produktu jest niestety zbyt wysoka, biorąc pod uwagę końcowe rezultaty kuracji. Podobne efekty można uzyskać stosując regularnie olejek Alterra, olej rycynowy, czy domowej roboty masełko do pielęgnacji paznokci. Każda z tych opcji wyjdzie taniej.

Osobiście uważam, że Regenerum jest dobrym rozwiązaniem dla kogoś, kto dużo podróżuje i potrzebuje poręcznego produktu do pielęgnacji paznokci. Jest to też dobry kosmetyk dla tych z Was, które nie lubią zbyt dużej uwagi poświęcać paznokciom, a mimo to chcą, by były nawilżone i rozjaśnione. Może być to też dobry wstęp do tematyki olejowania paznokci, gdyż aplikacja serum nie sprawia problemów, jest przyjemna i uczy systematyczności we wcieraniu olejków w paznokcie.

W następnym poście z serii Świat Paznokci według Ginger podzielę się z Wami moją opinią na temat słynnego balsamu do paznokci firmy Herba Studio.

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

piątek, 25 października 2013

Domowe i Naturalne Kosmetyki: Odżywka do rzęs i brwi

Witajcie :)

Dzisiaj mam dla Was przepis na odżywkę do rzęs i brwi, którą każda z Was może szybko i łatwo przygotować w domu :)

Do wykonania tej odżywki zainspirował mnie przepis Czarszki: [klik]. Ja zmodyfikowałam jej zalecenia według swojego gustu i potrzeb, ale Wam polecam zapoznanie się z jej przepisem, gdyż proponuje ona między innymi prostą wersję z dodatkiem wazeliny i oleju rycynowego. Jest to dobre rozwiązanie dla tych z Was, które nie chcą zamawiać ze sklepu internetowego specjalnych półproduktów kosmetycznych.

Przez wiele lat do pielęgnacji rzęs używałam samego czystego oleju rycynowego, o czym możecie przeczytać tutaj: [klik]. Ostatnio nabrałam ochoty na przetestowanie czegoś bogatszego, dlatego kilka tygodni temu przygotowałam sobie swoją własną odżywkę do rzęs. Przetestowałam ją dokładnie, zauważyłam efekty jej działania, więc postanowiłam podzielić się z Wami moim przepisem :) Długo zastanawiałam się nad kupnem jakiegoś gotowego kosmetyku takiego jak słynna L'Biotica, ale ostatecznie zdecydowałam, że wolę przygotować coś swojego.


Składniki potrzebne do wykonania mojej wersji odżywki to: 
- olej avocado
- olej jojoba
- olej rycynowy
- olej kokosowy
- pojemniczek lub czyste (!) opakowanie po odżywce do rzęs (opakowanie po tuszu się nie nadaje, gdyż nie można go aż tak dokładnie wyczyścić)
- łyżeczka lub ewentualnie szpatułka
* jeśli wybierzecie opcję z opakowaniem po odżywce do rzęs potrzebna będzie również zwykła plastikowa strzykawka

Oczywiście należy pamiętać o podstawowych zasadach higieny, czyli nasze dłonie, narzędzia oraz stanowisko pracy powinno być czyste.

Składniki do mojej odżywki zakupiłam w sklepie internetowym e-naturalne.

Ja robiłam ją "na oko", tak aby zmieściła się do mojego pojemniczka o pojemności 20ml. Każda z Was musi sprawdzić jaką pojemność ma Wasze pudełeczko i przygotować odpowiednio więcej lub mniej produktu.

Jak już wspomniałam wyżej, możecie również przechowywać swoją odżywkę w specjalnym opakowaniu przeznaczonym do tego celu. Jest to wygodne rozwiązanie, gdyż takie opakowanie posiada szczoteczkę i teoretycznie łatwiej jest aplikować odżywkę na rzęsy. Ja przetestowałam jednak wersję w słoiczku i takie stosowanie odżywki nie jest w żaden sposób dla mnie uciążliwe, ale wiadomo, że jest to kwestia gustu. 


Pierwszym i bazowym składnikiem mojej odżywki był olej kokosowy znany ze swoich wspaniałych właściwości ochronnych, regenerujących i odbudowujących włosy. Doskonale je nawilża i uelastycznia, a przy okazji pięknie pachnie :)

Ja do swojego pojemniczka nałożyłam jedną łyżeczkę oleju kokosowego.

Następnie przechodzimy do dodawania olejków.


Olej rycynowy jest składnikiem obowiązkowym. Już nasze babcie wiedziały, że jego działanie jest zbawienne dla zniszczonych i wypadających rzęs. Regularnie stosowany zagęszcza je i przyciemnia.

Ja do swojej odżywki odliczyłam około 13-15 kropli.


Olej avocado wybrałam ze względu na jego silne właściwości nawilżające, które są przydatne szczególnie jeśli rzęsy są przesuszone od codziennego nakładania tuszu.

Ilość jaką dodałam to około 5-7 kropli.


Ostatnim olejem jest olej jojoba, gdyż nadaje włosom objętości, sprężystości i blasku. Jest u mnie zamiennikiem proponowanego przez Czarszkę oleju ze słodkich migdałów, gdyż ten który posiadałam miał po prostu zbyt krótką datę ważności.

Dodałam około 5 kropli.


Następnie wszystko dokładnie wymieszałam tak, aby nie było żadnych grudek. Jeśli chcecie przechowywać swoją odżywkę w specjalnym opakowaniu, a nie tak jak ja w pojemniczku, w tym momencie musicie przełożyć całą zawartość do strzykawki, a następnie zaaplikować ją do Waszego opakowania :) 


Początkowo konsystencja odżywki przypominała gęsty krem. Po schłodzeniu w lodówce zmieniła konsystencję na stałą.

Ja stosuję swoją odżywkę codziennie wieczorem podczas wieczornej pielęgnacji. Pod wpływem ciepła palców wszystko delikatnie się topi, dlatego aplikacja nie sprawia problemów. Ja nakładam ją właśnie palcami wcierając ją od nasady aż po końce zarówno górnych jak i dolnych rzęs. Nie zapominam również o brwiach. Resztki, które zostaną na palcach wklepuję w okolice oczu i powiek, co dodatkowo poprawia działanie kremu czy olejku, którego wcześniej użyłam do pielęgnacji skóry pod oczami.

Teraz pora na najważniejsze, czyli działanie. Od czasu, kiedy nakładam ją regularnie moje rzęsy i brwi zupełnie przestały wypadać. Dodatkowo stały się sprężyste i lśniące. Ciężko stwierdzić, czy stały się ciemniejsze, gdyż moje rzęsy naturalnie są czarne, ale z pewnością wyglądają lepiej, są rozdzielone i coraz dłuższe.

Zdarzyło mi się dotknąć palcem oka i nic mnie nie podrażniło. Jedyne co się stało to przez jakiś czas widziałam jak przez mgłę, ale moje oczy ani nie łzawiły ani nie stały się czerwone czy opuchnięte. Jest to spory plus, szczególnie że stosowanie samego oleju rycynowego może doprowadzać do podrażnień.


Na zakończenie kilka kwestii technicznych:

Termin ważności: Najprościej mówiąc, datę ważności Waszej odżywki wyznacza ta, która jest najkrótszą datą spośród wszystkich użytych przez Was produktów. W moim przypadku jest to styczeń 2014, gdyż najkrótszą datę ważności spośród produktów jakie użyłam ma olej kokosowy i jest to właśnie styczeń 2014. Należy jednak bacznie obserwować odżywkę i jeśli tylko zauważycie jakiekolwiek zmiany świadczące o tym, że mogła się zepsuć, lepiej przestańcie jej używać.

Przechowywanie: Ja polecam przechowywać ją w lodówce. Dzięki temu macie pewność, że nic się nie rozpuści, a na dodatek z pewnością przedłuży to datę przydatności do użycia.

Ilość olejków: Pamiętajcie, że konsystencja Waszej odżywki zależy tylko od Was. Jeśli chcecie, aby była bardziej płynna dodajcie po prostu większą ilość olejów. Poczytajcie na temat ich właściwości i zdecydujcie, jaką proporcję chcecie zachować.

Inne: Odżywka nie nadaje się pod tusz do rzęs, gdyż jest po prostu zbyt tłusta. Należy nakładać ją na noc, a rano zmyć.


Pamiętajcie, że to wcale nie jest takie trudne jak się wydaje :) Warto się zmobilizować i przygotować coś w domu :) 

Mam nadzieję, że ktoś skorzysta z tego przepisu i będzie równie zadowolony jak ja :)

Piszcie jak Wy pielęgnujecie swoje rzęsy :)

Pozdrawiam,
Asia.

P.S. Przy okazji zapraszam Was na mojego Facebooka [klik], gdyż wrzuciłam dzisiaj zdjęcie z małym zwiastunem mojej nowej pielęgnacji, o której wspominałam we wczorajszym poście.
P.S.2. Dzisiaj zgrzeszyłam i zrobiłam spore zamówienie w jednej z drogerii internetowych. Spełniłam kilka swoich kosmetycznych marzeń, a i o Was nie zapomniałam :) Rozdanie zbliża się wielkimi krokami :) No a haul pojawi się już niebawem :)
Czytaj dalej »

czwartek, 24 października 2013

Recenzja: Flos-Lek Żel do powiek i pod oczy ze Świetlikiem i Herbatą

Witajcie :)

Dzisiaj zapraszam Was na recenzję znanego i cenionego żelu do powiek i pod oczy firmy Flos - Lek. Jest to chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych produktów tej marki. Występuje w wielu wersjach i każdy znajdzie coś dla siebie. Ja używam ich już od dwóch lat i zawsze wybieram inny wariant :) 


"Usuwa objawy zmęczenia, łzawienia, podrażnienia i pieczenie okolic oczu, spowodowane warunkami atmosferycznymi, przebywaniem w suchych pomieszczeniach, niewyspaniem. Zastosowany w recepturze wyciąg ze świetlika wykazuje właściwości łagodzące i kojące, a ekstrakt z zielonej herbaty przeciwświądowe".


Żel znajduje się w miękkiej i poręcznej tubce. Dostępna jest również wersja w słoiczku. Osobiście wolę tubki głównie ze względu na to, że aplikacja żelu z takiego opakowania jest po prostu wygodniejsza i bardziej higieniczna.

Konsystencja jest lekka, żelowa. Bardzo łatwo rozprowadza się na powiece i pod oczami. Niesamowicie szybko się wchłania.

Zapach jest bardzo delikatny i przyznam szczerze, że dla mnie jest praktycznie niewyczuwalny.


Stosuję ten żel najczęściej rano i czasem w ciągu dnia, jeśli nie mam na sobie makijażu. Moje oczy bardzo często są zmęczone i opuchnięte, gdyż dużo czasu spędzam przed komputerem a na dodatek zdarza się, że mało śpię. W takich chwilach, użycie tego produktu jest dla mnie zbawieniem. Dzięki temu, że delikatnie chłodzi, moje oczy od razu odczuwają ulgę. Przestają piec i łzawić. Dodatkowo, jest idealnym produktem dla tych z Was, które wstają wcześnie rano, gdyż idealnie budzi spojrzenie i nadaje mu świeżości. Dobrym pomysłem jest przechowywanie go w lodówce, aby efekt chłodzenia był jeszcze bardziej odczuwalny.

Kolejnym plusem jest fakt, że nadaje się pod makijaż. Skóra po jego użyciu jest nawilżona i wygładzona.

Wad nie zauważyłam. Swoją rolę łagodzenia podrażnień spełnia w 100%. Nie jest to jednak kosmetyk, który zastąpi prawdziwy, treściwy i dobrze nawilżający krem pod oczy i należy o tym pamiętać. Jego zadaniem jest przynoszenie ulgi zmęczonym oczom.

Pojemność: 15ml
Cena: około 7zł
Dostępność: apteki, Drogerie Natura, Super-Pharm
KWC: [klik]
Skład: Aqua, Propylene Glycol, Camellia Sinesis Leaf Extract, Euphrasia Officinalis Extract, Panthenol, Triethanolamine, Butylene Glycol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Bisabolol, Carbomer, Glucose, Salvia Officinalis Leaf Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben.

Gorąco polecam ten produkt każdemu. Jest to jeden z nielicznych kosmetyków, które kupuję regularnie i z każdej wersji byłam równie zadowolona.

Pozdrawiam,
Asia.

P.S. Myślę, że ten post jest również dobrą okazją do poinformowania Was, że postanowiłam stopniowo zmieniać pielęgnację swojej twarzy, co wiąże się z wieloma nowymi produktami, które Wam pokażę. Będzie trochę dermokosmetyków, trochę produktów naturalnych... Myślę, że będzie ciekawie. Ze starych kosmetyków pielęgnacyjnych pozostawię tylko te, które rzeczywiście mi służyły (mam tu na myśli głównie maseczki Avonu z serii Planet Spa oraz niezawodny krem Bambino). Powodem zmiany mojej pielęgnacji jest to, że zauważyłam, że stan mojej cery uległ gwałtownemu pogorszeniu. Myślę (a nawet jestem tego pewna), że winę za to ponoszą kosmetyki drogeryjne, których aktualnie używam, a których recenzje poznacie niebawem. 
Czytaj dalej »

środa, 23 października 2013

Zdobienia Paznokci: Halloween #2

Witajcie :)

Mam dla Was kolejne dwie propozycje zdobień paznokci na Halloween. Poprzednio było cukierkowo i kolorowo, a dzisiaj będzie trochę bardziej mrocznie :) Na następną środę przygotuję ostatnią porcję zdobień, mam już kilka pomysłów i jestem bardzo ciekawa co mi z nich wyjdzie :) 


Dzisiejsze propozycje są "płynne". Inspiracją była krew oraz bliżej nieokreślona zielona maź, którą chciałam wykonać w sposób bardziej kreskówkowy i myślę, że nawet mi to wyszło.


Bazą do moich zdobień był czarny lakier Wibo Express Growth nr 34. Standardowo nakładałam dwie warstwy, aczkolwiek jest to tak kryjący lakier, że jedna również byłaby odpowiednia. Oczywiście, aby uniknąć zabarwienia płytki, wcześniej nałożyłam bazę pod lakier Essence.

Propozycja nr 1


Przy pomocy czerwonego lakieru i gąbeczki do makijażu ozdobiłam końcówki paznokci. Aby to wykonać, należy pomalować wybranym lakierem gąbeczkę, a później ruchem stempelkowym zdobić paznokcie. Przyznam, że spodobała mi się ta metoda i będę ją częściej wykorzystywać w zdobieniach. Żeby uzyskać efekt taki jak na zdjęciu, nałożyłam dwie warstwy. Wcześniej próbowałam zrobić krwiste zdobienie bez tej bazy stempelkowej i przyznam, że efekt nie był zbyt ciekawy, dlatego nie polecam pomijania tego kroku.


Następnie przy pomocy pędzelka (równie dobrze można użyć sondy lub wypisanego starego długopisu) wykonałam czerwone mazy przypominające ściekającą krew. Wbrew pozorom ten krok nie jest wcale taki prosty, dlatego polecam tutaj namalowanie najpierw cienkiej i ledwo widocznej linii, a dopiero później dokładne wypełnianie jej lakierem. Warto pamiętać również o tym, aby zaakcentować ostatnią kroplę, żeby całość wyglądała bardziej realistycznie :)


Następnie nałożyłam top coat i gotowe :) 


Przyznam, że całość prezentowała się zdecydowanie lepiej w rzeczywistości, gdyż bazowe stemplowanie było o wiele bardziej widoczne. Myślę, że takie zdobienie byłoby idealnym uzupełnieniem kreacji zombie lub wampira :)


Propozycja nr 2


Kolejny mój pomysł jest już zdecydowanie bardziej wesoły, ale nadal Halloween'owy :) Będzie też fajnym dodatkiem do jednego z moich zdobień, które planuję na przyszły tydzień (mam na myśli buźkę Frankensteina :D)


Wykonanie jest bardzo proste: przy pomocy sondy lub wypisanego długopisu robimy kropki zielonego lakieru, które przeciągamy ku górze. Następnie wypełniamy wszystkie luki, nakładamy top coat i gotowe :) Ma to przypominać ściekającą maź, więc wszelkie niedoskonałości i nierówności są jak najbardziej wskazane :)


Lakiery jakie użyłam:
- Essence Protecting Base Coat
- Wibo Express Growth nr 34
- Rimmel Salon PRO nr 703 Rock'n'Roll
- Miss Sporty Clubbing Colours nr 455
- O.P.I. RapiDry Top Coat
- sonda + pędzelek do zdobień Avon

Tak jak wspominałam, za tydzień pojawi się ostatnia porcja zdobień na Halloween. Będzie troszkę bardziej skomplikowanie, ale myślę, że damy radę :) Mam nadzieję, że moje pomysły zainspirują Was do zmalowania czegoś ciekawego na swoich paznokciach.

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »