czwartek, 24 października 2013

Recenzja: Flos-Lek Żel do powiek i pod oczy ze Świetlikiem i Herbatą

Witajcie :)

Dzisiaj zapraszam Was na recenzję znanego i cenionego żelu do powiek i pod oczy firmy Flos - Lek. Jest to chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych produktów tej marki. Występuje w wielu wersjach i każdy znajdzie coś dla siebie. Ja używam ich już od dwóch lat i zawsze wybieram inny wariant :) 


"Usuwa objawy zmęczenia, łzawienia, podrażnienia i pieczenie okolic oczu, spowodowane warunkami atmosferycznymi, przebywaniem w suchych pomieszczeniach, niewyspaniem. Zastosowany w recepturze wyciąg ze świetlika wykazuje właściwości łagodzące i kojące, a ekstrakt z zielonej herbaty przeciwświądowe".


Żel znajduje się w miękkiej i poręcznej tubce. Dostępna jest również wersja w słoiczku. Osobiście wolę tubki głównie ze względu na to, że aplikacja żelu z takiego opakowania jest po prostu wygodniejsza i bardziej higieniczna.

Konsystencja jest lekka, żelowa. Bardzo łatwo rozprowadza się na powiece i pod oczami. Niesamowicie szybko się wchłania.

Zapach jest bardzo delikatny i przyznam szczerze, że dla mnie jest praktycznie niewyczuwalny.


Stosuję ten żel najczęściej rano i czasem w ciągu dnia, jeśli nie mam na sobie makijażu. Moje oczy bardzo często są zmęczone i opuchnięte, gdyż dużo czasu spędzam przed komputerem a na dodatek zdarza się, że mało śpię. W takich chwilach, użycie tego produktu jest dla mnie zbawieniem. Dzięki temu, że delikatnie chłodzi, moje oczy od razu odczuwają ulgę. Przestają piec i łzawić. Dodatkowo, jest idealnym produktem dla tych z Was, które wstają wcześnie rano, gdyż idealnie budzi spojrzenie i nadaje mu świeżości. Dobrym pomysłem jest przechowywanie go w lodówce, aby efekt chłodzenia był jeszcze bardziej odczuwalny.

Kolejnym plusem jest fakt, że nadaje się pod makijaż. Skóra po jego użyciu jest nawilżona i wygładzona.

Wad nie zauważyłam. Swoją rolę łagodzenia podrażnień spełnia w 100%. Nie jest to jednak kosmetyk, który zastąpi prawdziwy, treściwy i dobrze nawilżający krem pod oczy i należy o tym pamiętać. Jego zadaniem jest przynoszenie ulgi zmęczonym oczom.

Pojemność: 15ml
Cena: około 7zł
Dostępność: apteki, Drogerie Natura, Super-Pharm
KWC: [klik]
Skład: Aqua, Propylene Glycol, Camellia Sinesis Leaf Extract, Euphrasia Officinalis Extract, Panthenol, Triethanolamine, Butylene Glycol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Bisabolol, Carbomer, Glucose, Salvia Officinalis Leaf Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben.

Gorąco polecam ten produkt każdemu. Jest to jeden z nielicznych kosmetyków, które kupuję regularnie i z każdej wersji byłam równie zadowolona.

Pozdrawiam,
Asia.

P.S. Myślę, że ten post jest również dobrą okazją do poinformowania Was, że postanowiłam stopniowo zmieniać pielęgnację swojej twarzy, co wiąże się z wieloma nowymi produktami, które Wam pokażę. Będzie trochę dermokosmetyków, trochę produktów naturalnych... Myślę, że będzie ciekawie. Ze starych kosmetyków pielęgnacyjnych pozostawię tylko te, które rzeczywiście mi służyły (mam tu na myśli głównie maseczki Avonu z serii Planet Spa oraz niezawodny krem Bambino). Powodem zmiany mojej pielęgnacji jest to, że zauważyłam, że stan mojej cery uległ gwałtownemu pogorszeniu. Myślę (a nawet jestem tego pewna), że winę za to ponoszą kosmetyki drogeryjne, których aktualnie używam, a których recenzje poznacie niebawem. 
Czytaj dalej »

środa, 23 października 2013

Zdobienia Paznokci: Halloween #2

Witajcie :)

Mam dla Was kolejne dwie propozycje zdobień paznokci na Halloween. Poprzednio było cukierkowo i kolorowo, a dzisiaj będzie trochę bardziej mrocznie :) Na następną środę przygotuję ostatnią porcję zdobień, mam już kilka pomysłów i jestem bardzo ciekawa co mi z nich wyjdzie :) 


Dzisiejsze propozycje są "płynne". Inspiracją była krew oraz bliżej nieokreślona zielona maź, którą chciałam wykonać w sposób bardziej kreskówkowy i myślę, że nawet mi to wyszło.


Bazą do moich zdobień był czarny lakier Wibo Express Growth nr 34. Standardowo nakładałam dwie warstwy, aczkolwiek jest to tak kryjący lakier, że jedna również byłaby odpowiednia. Oczywiście, aby uniknąć zabarwienia płytki, wcześniej nałożyłam bazę pod lakier Essence.

Propozycja nr 1


Przy pomocy czerwonego lakieru i gąbeczki do makijażu ozdobiłam końcówki paznokci. Aby to wykonać, należy pomalować wybranym lakierem gąbeczkę, a później ruchem stempelkowym zdobić paznokcie. Przyznam, że spodobała mi się ta metoda i będę ją częściej wykorzystywać w zdobieniach. Żeby uzyskać efekt taki jak na zdjęciu, nałożyłam dwie warstwy. Wcześniej próbowałam zrobić krwiste zdobienie bez tej bazy stempelkowej i przyznam, że efekt nie był zbyt ciekawy, dlatego nie polecam pomijania tego kroku.


Następnie przy pomocy pędzelka (równie dobrze można użyć sondy lub wypisanego starego długopisu) wykonałam czerwone mazy przypominające ściekającą krew. Wbrew pozorom ten krok nie jest wcale taki prosty, dlatego polecam tutaj namalowanie najpierw cienkiej i ledwo widocznej linii, a dopiero później dokładne wypełnianie jej lakierem. Warto pamiętać również o tym, aby zaakcentować ostatnią kroplę, żeby całość wyglądała bardziej realistycznie :)


Następnie nałożyłam top coat i gotowe :) 


Przyznam, że całość prezentowała się zdecydowanie lepiej w rzeczywistości, gdyż bazowe stemplowanie było o wiele bardziej widoczne. Myślę, że takie zdobienie byłoby idealnym uzupełnieniem kreacji zombie lub wampira :)


Propozycja nr 2


Kolejny mój pomysł jest już zdecydowanie bardziej wesoły, ale nadal Halloween'owy :) Będzie też fajnym dodatkiem do jednego z moich zdobień, które planuję na przyszły tydzień (mam na myśli buźkę Frankensteina :D)


Wykonanie jest bardzo proste: przy pomocy sondy lub wypisanego długopisu robimy kropki zielonego lakieru, które przeciągamy ku górze. Następnie wypełniamy wszystkie luki, nakładamy top coat i gotowe :) Ma to przypominać ściekającą maź, więc wszelkie niedoskonałości i nierówności są jak najbardziej wskazane :)


Lakiery jakie użyłam:
- Essence Protecting Base Coat
- Wibo Express Growth nr 34
- Rimmel Salon PRO nr 703 Rock'n'Roll
- Miss Sporty Clubbing Colours nr 455
- O.P.I. RapiDry Top Coat
- sonda + pędzelek do zdobień Avon

Tak jak wspominałam, za tydzień pojawi się ostatnia porcja zdobień na Halloween. Będzie troszkę bardziej skomplikowanie, ale myślę, że damy radę :) Mam nadzieję, że moje pomysły zainspirują Was do zmalowania czegoś ciekawego na swoich paznokciach.

Pozdrawiam,
Asia.

Czytaj dalej »

wtorek, 22 października 2013

Moja Opinia: Yankee Candle Halloween 2013

Witajcie :)

Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, zapraszam Was na krótki post, w którym przedstawię Wam moje odczucia na temat kolekcji Yankee Candle wydanej na Halloween. Jak już wiecie, bardzo lubię ten dzień i od dawna wiedziałam, że jak tylko pojawi się okazja z pewnością zdecyduję się na zakup tych zapachów. 


W skład kolekcji wchodzą zapachy: Candy Corn oraz Witches Brew. Ja swoje samplery zakupiłam w sklepie internetowym Mydlarnia ChocoBath. Każdy z nich kosztował 9zł. Szata graficzna jak zawsze bardzo przypadła mi do gustu, jest po prostu idealna na Halloween. O ile Candy Corn potrafiłam sobie wyobrazić, o tyle Witches Brew był dla mnie sporą zagadką i przyznam szczerze, że był to pierwszy zapach Yankee Candle, którego się obawiałam.

CANDY CORN


"Zapach słodkich kukurydzianych cukierków i aromatycznej dyni, kojarzący się z Halloween i towarzyszącymi mu psikusami".

Przez folię wyczuwałam po prostu słodki zapach :) Niestety nie miałam jeszcze okazji poznać prawdziwych Candy Corn dlatego nie wiem, czy właśnie tak pachną. Wiem natomiast, że tak je sobie wyobrażam. Słodkie, delikatnie miodowo - karmelowe cukierki. Po rozpaleniu wyczuwam w tle ostrzejsze nuty, które idealnie komponują się z całością. Mam wrażenie, że jest to dynia połączona z jakąś przyprawą. Jest to z pewnością zapach wesoły, kojarzący się z tradycyjnym zbieraniem cukierków. Myślę, że tak właśnie pachnie oryginalne amerykańskie Halloween.


WITCHES BREW


"Kuszący zapach egzotycznej paczuli, który rzuca zaklęcia urzekające w Halloween".

Ten zapach jest totalnym przeciwieństwem Candy Corn. Nie znajdziemy w nim słodyczy, zabawy i beztroski. Jest w nim coś egzotycznego i tajemniczego. Wyczuwam w nim mieszankę ziół i przypraw. Dokładnie tak mógłby pachnieć wywar przygotowany przez czarownicę ;)) W każdym razie umieszczenie czarownicy na naklejce było bardzo udanym pomysłem. Myślę, że byłby idealny na noc z horrorami, ale nie tylko. Ma w sobie coś takiego, że nie miałabym nic przeciwko paleniu go w jesienne wieczory. Jest ciepły i bardzo otulający, dlatego u niektórych osób może spowodować ból głowy. Nie jest to zapach dla każdego, także jeśli zamierzacie sprawić komuś prezent, zdecydujcie się na Candy Corn, gdyż jest bardziej uniwersalny.


Podsumowując, oba zapachy uważam za bardzo udane, ale zaznaczam, że są one totalnym przeciwieństwem. Candy Corn jest słodki i dziecięcy, Witches Brew jest tajemniczy i trochę mroczny. Przyznam, że bliżej mi do tego drugiego, choć Candy Corn również przypadł mi do gustu. Z wielką przyjemnością będę je palić przez całą jesień, ale noc Halloween spędzę w towarzystwie Witches Brew.

Pozdrawiam,
Asia.

P.S. Jeśli ktoś jest zainteresowany tym, co udało mi się zakupić w weekend, zapraszam na mojego Facebook'a, gdyż wrzuciłam tam zdjęcie moich zdobyczy: [klik].
Czytaj dalej »

poniedziałek, 21 października 2013

Świat Paznokci według Ginger: II Słów kilka o odżywkach Eveline

Witajcie :)

Dzisiaj zapraszam Was na drugi post z serii Świat Paznokci według Ginger. Przyznam szczerze, że piszę tego posta pełna obaw, gdyż temat, który poruszam jest bardzo burzliwy i kontrowersyjny, o czym świadczą komentarze na blogach i forach internetowych. Sama tego doświadczyłam, a mój poprzedni post o odżywce Eveline pobił rekord wyświetleń (3136), który stale rośnie.

Już na początku podkreślam, że tym postem kończę tematykę tych odżywek na moim blogu. Zaznaczam, że szanuję Wasze zdanie w tej kwestii i rozumiem, jeśli komuś te produkty służą. Ten blog jest jednak miejscem, w którym dzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami na dany temat i czuję się zobowiązana do pisania swoim ostatecznych, a przede wszystkim szczerych, opinii.


Świat Paznokci według Ginger to seria postów, w której dzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniami na temat paznokci. Zaznaczam, że nie jestem (jeszcze) specjalistką w tej dziedzinie, a swoje porady opieram jedynie na latach eksperymentów, prób i błędów oraz przeczytanych artykułach. Planowo posty będą ukazywały się w poniedziałki (oczywiście z powodu zmian w moim życiu dzień publikacji posta może ulec zmianie, ale o wszystkich takich przypadkach zawsze informuję na Facebooku). 

Czego dowiecie się z tej serii? Zamierzam ująć w niej tematykę pielęgnacji paznokci i skórek, podstawy zdobienia paznokci oraz wiele ciekawych porad. Po każdym dziale będą pojawiały się recenzje produktów, o których wspominałam. Wolę przeznaczyć na każdego z nich osobnego posta, szczególnie jeśli będzie to kosmetyk warty uwagi. Następnie zaczniemy kolejny dział, który będzie pisany według takiego samego schematu. Przypuszczam, że seria będzie stale rozwijania i rozszerzana o kolejne produkty, ale już moja w tym głowa, aby wszystko było logicznie rozplanowane.

I Moja przygoda z odżywkami Eveline.

Pierwszą odżywkę Eveline zakupiłam w sierpniu 2012 roku. Wiedziałam, że wielu dziewczynom zaszkodziła i mimo to postanowiłam zaryzykować, gdyż zależało mi na poprawie stanu moich paznokci. W grudniu 2012 podzieliłam się z Wami moją bardzo pozytywną opinią na jej temat, którą możecie przeczytać w tym poście: [klik]. Już wtedy zaznaczałam, że z początku odczuwałam ból płytki paznokcia, ale kiedy zmieniłam sposób używania jej wszystko minęło. Jej używanie przynosiło pozytywne rezultaty i nie widziałam powodu, dla którego miałabym ją odstawić.

W późniejszym poście, który możecie przeczytać tutaj: [klik] napisałam swoją negatywną opinię na temat tej samej odżywki. W komentarzach spotkałam się z paroma zarzutami, na które pozwolę sobie odpowiedzieć w tym miejscu raz jeszcze. Po pierwsze: nie używałam jej miesiącami bez przerwy, więc negatywne efekty z jakimi się spotkałam nie były skutkiem mojej bezmyślności w stosowaniu tak silnej odżywki. Nakładałam ją od czasu do czasu, kiedy nie malowałam paznokci lakierem kolorowym lub czasem jako bazę pod lakier, ale były to sporadyczne przypadki. Po drugie: moje paznokcie nie reagowały na nią negatywnie aż do tego jednego momentu, który doprowadził je do opłakanego stanu. Nie miałam więc możliwości odstawienia jej, aby zapobiec tej sytuacji. Nie wiem, czy był to wynik słabszej kondycji mojego organizmu czy jakiejś jednorazowej reakcji alergicznej. Wiem, że moje paznokcie były sine, zaczęły odklejać się od opuszka i nie chcę wiedzieć co by się stało, gdybym nie zareagowała w odpowiednim czasie.W tym poście zaznaczyłam również, że nie sądzę, abym kiedykolwiek zdecydowała się na zakup odżywki tej firmy. Jak wiadomo, kobieta zmienną jest, więc postanowiłam zaryzykować ponownie.

Kilka miesięcy temu kupiłam wersję diamentową i pełna obaw nakładałam ją na paznokcie. Mimo wszystko chciałam wyrobić sobie ostateczne zdanie na jej temat. Oczywiście nie stosowałam się do zaleceń producenta i używałam jej po swojemu, czyli nakładałam jedną warstwę na 4-5 dni. Ani razu nie poczułam bólu płytki, więc byłam zadowolona. Dopiero po jakimś czasie (zaznaczam: nie nakładałam jej codziennie i nie przekroczyłam zalecanego czasu kuracji, więc nie była to wina mojego bezmyślnego stosowania jej) zauważyłam, że moje paznokcie ponownie stają się wrażliwe na dotyk i to spowodowało, że postanowiłam odstawić ją na jakiś czas. Wolałam zapobiegać, niż leczyć. Zbiegło się to z pewną wiadomością, którą otrzymałam i o której wspomnę niżej. Ona również miała wpływ na moje ostateczne zdanie na temat tych produktów.


II Ostrzeżenia producenta

Nie przypominam sobie, czy kiedy kupowałam swoją pierwszą odżywkę tej firmy, na opakowaniu znajdowało się jakiekolwiek ostrzeżenie dotyczące jej stosowania. Na kartoniku, który obecnie posiadam znajduje się następujące ostrzeżenie: "(...) Przeciwwskazaniem do użycia jest uczulenie do którykolwiek ze składników. Preparat należy najpierw przetestować w ciągu 2-3 dni. W przypadku reakcji alergicznych, uczucia pieczenia lub bólu, przerwać kurację". Rozumiem, że jeśli w ciągu pierwszych dni stosowania tego preparatu nie odczuję nic niepokojącego, mogę bez obaw kontynuować kurację. Dlaczego więc za każdym razem moje paznokcie odczuły negatywne skutki jej działania po dłuższym czasie stosowania? Nie wiem. Mimo tego, że nie do końca zgadzam się z treścią ostrzeżenia producenta cieszę się, że takowe w ogóle znalazło się na opakowaniu

III Wiadomość, którą otrzymałam

4 października otrzymałam maila, który ostatecznie przekonał mnie do odstawienia odżywki i napisania tego posta. Oto jego treść:

"W odpowiedzi na wpis na blogu w załączeniu przesylam zdjecia moich paznokci po zastosowaniu odzywki eveline cosmetics 8w1 oraz diament. Z jej powodu przebywałam w szpitalu, mam martwice paznokci, zażywam sterydy oraz zejdzie mi 7 z 10 paznokci. Preparaty oddałam do badań toksykologicznych i zgłosiłam do sanepidu. Sprawę zamierzam zgłosić do właściwych instytucji, bowiem uważam, ze używanie tego preparatu zagraża zdrowiu wielu ludzi. Sprawa z pewnością trafi do Sadu. prosze o ostrzeżenie innych osób przed tym preparatem. Z poważaniem. Kamila Pudlo" 

W załączniku znalazły się zdjęcia, które zamieszczę na dole, gdyż niektóre z nich są dość drastyczne i nie chcę, aby ktoś poczuł się dotknięty tym, że tak oficjalnie je przedstawiam w samym środku posta.

IV Podsumowanie i moja opinia na temat odżywek Eveline

Ostateczną decyzję co do stosowania tych produktów pozostawiam Wam. Ja nie zdecyduję się więcej na ich zakup. Wróciłam do Nail-Teka, który mimo że również zawiera formaldehyd, nigdy nie zrobił krzywdy moim paznokciom, a często nakładałam go jak mi się podobało, bez obaw o swoje zdrowie.

Nasuwa mi się jeszcze jedna myśl... Stosowanie kosmetyków, które są ogólnodostępne, powinno być przyjemne i przede wszystkim bezpieczne. Oczywiście, są przypadki kiedy nawet zwykły balsam do ciała spowoduje u kogoś silną reakcję alergiczną. Są to jednak sytuacje sporadyczne. Osobiście po to czytam opinie o kosmetykach, aby unikać produktów, które zrobiły komuś krzywdę. Jeśli negatywnych opinii jest więcej, traktuję to jako ostrzeżenie i raczej nie kupuję danego kosmetyku (wyjątkiem była ta odżywka no i niestety ostatecznie i tak wylądowałam w gronie jej przeciwników). Jeżeli na przykład jakiś produkt powoduje u kogoś wysyp pryszczy to raczej podchodzimy do niego z dystansem, a bardzo często w ogóle go nie kupujemy. Dlaczego zatem tyle dziewczyn decyduje się na kupno tej odżywki, skoro są inne równie skuteczne i bezpieczniejsze sposoby pielęgnacji paznokci?

Wiem, że w gronie moich Czytelniczek są dziewczyny, którym te odżywki służą i są z nich zadowolone, dlatego też stale podkreślam, że jest to tylko i wyłącznie moja opinia i moje odczucia. Poza tym zaznaczam, że z początku moim paznokciom również nic się nie działo. Oczywiście, to że u mnie stało się tak a nie inaczej nie oznacza, że u każdej z Was będzie tak samo.

Na zakończenie dodam, że nie krytykuję i nie dyskwalifikuję firmy Eveline. Mają wiele udanych produktów, które kupuję regularnie. Cieszę się również, że na opakowaniu odżywek znajduje się ostrzeżenie dotyczące możliwych reakcji alergicznych. 

Myślę, że jeśli każdy z nas zachowa własny rozum i zdrowy rozsądek nie będzie więcej problemu w temacie tych odżywek. Ja mam swoje zdanie, Wy macie prawo do swojego zdania i każdy powinien każdego szanować. Ja Wasze stanowisko rozumiem, ale tak jak wspominałam na początku czułam się zobowiązana do napisania tego jakże długiego posta :)

Pozdrawiam,
Asia.


Czytaj dalej »

czwartek, 17 października 2013

Haul: Yankee Candle #3

Witajcie :)

Dziś zapraszam Was na krótki post, w którym pokażę Wam moje ostatnie zdobycze Yankee Candle. Są to moje "zapasy" na jesień i zimę. Myślę, że wpadnie mi jeszcze jedno zamówienie, ale będzie ono już o wiele bardziej skromne.


Swoje zakupy zrobiłam w sklepie internetowym Mydlarnia ChocoBath.


Pozycją obowiązkową na mojej liście były zapachy z edycji Halloween: Candy Corn oraz Witches' Brew :) Moją opinię na ich temat postaram się zamieścić we wtorek.


Zdecydowałam się na zrobienie zapasów tegorocznej edycji zimowej. Moją opinię na jej temat możecie przeczytać tutaj: [klik].


Z polecenia Kirei [klik], zdecydowałam się na wybór zapachu Camomile Tea. Dodatkowo wybrałam również dwa z czterech wosków z jesiennej kolekcji, o której pisałam tutaj: [klik].


Woskami, które przyciągnęły moją uwagę były również: Sugared Apple, Snow In Love oraz Christmas Cookie. Skusiły mnie swoim świąteczno - zimowym wyglądem i już nie mogę się doczekać czasu, kiedy moje mieszkanie wypełni się ich zapachem.


Kolejna dawka świąteczno - zimowych zapachów, czyli Cranberry Ice, Mandarin Cranberry, Spiced Orange oraz Black Cherry, na którą skusiłam się dzięki poleceniu Kosmetasi [klik]. Wszystkie są piękne, owocowe i idealne na nadchodzące miesiące :)


W mojej kolekcji nie mogło braknąć zapachu Wigilii, czyli Christmas Eve oraz Red Apple Wreath :)


Skusiłam się również na kilka samplerów. Wybrałam Garden Hideaway, o którym pisałam tutaj: [klik] oraz A Child's Wish, ponieważ są to jedne z moich ulubionych zapachów :)


Kupiłam również sampler Blissful Autumn oraz Fluffy Towels

Tak jak wspominałam na początku, we wtorek pojawi się moja opinia na temat edycji na Halloween. Jeśli bardzo interesuje Was jakiś zapach - piszcie. Postaram się wziąć to pod uwagę i w przyszłości napisać odpowiedniego posta :))

Pozdrawiam,
Asia.

P.S. Wybaczcie, że ostatnio tak mało mnie na Waszych blogach. Niestety, kwestia mieszkania zabiera mój czas i myśli (tak jak przewidywałam). Obiecuję, że wszystko nadrobię :)

Czytaj dalej »