Witajcie :)
Dzisiaj zapraszam Was na drugi post z serii Świat Paznokci według Ginger. Przyznam szczerze, że piszę tego posta pełna obaw, gdyż temat, który poruszam jest bardzo burzliwy i kontrowersyjny, o czym świadczą komentarze na blogach i forach internetowych. Sama tego doświadczyłam, a mój poprzedni post o odżywce Eveline pobił rekord wyświetleń (3136), który stale rośnie.
Już na początku podkreślam, że tym postem kończę tematykę tych odżywek na moim blogu. Zaznaczam, że szanuję Wasze zdanie w tej kwestii i rozumiem, jeśli komuś te produkty służą. Ten blog jest jednak miejscem, w którym dzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami na dany temat i czuję się zobowiązana do pisania swoim ostatecznych, a przede wszystkim szczerych, opinii.
Świat Paznokci według Ginger to seria postów, w której dzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniami na temat paznokci. Zaznaczam, że nie jestem (jeszcze) specjalistką w tej dziedzinie, a swoje porady opieram jedynie na latach eksperymentów, prób i błędów oraz przeczytanych artykułach. Planowo posty będą ukazywały się w poniedziałki (oczywiście z powodu zmian w moim życiu dzień publikacji posta może ulec zmianie, ale o wszystkich takich przypadkach zawsze informuję na Facebooku).
Czego dowiecie się z tej serii? Zamierzam ująć w niej tematykę pielęgnacji paznokci i skórek, podstawy zdobienia paznokci oraz wiele ciekawych porad. Po każdym dziale będą pojawiały się recenzje produktów, o których wspominałam. Wolę przeznaczyć na każdego z nich osobnego posta, szczególnie jeśli będzie to kosmetyk warty uwagi. Następnie zaczniemy kolejny dział, który będzie pisany według takiego samego schematu. Przypuszczam, że seria będzie stale rozwijania i rozszerzana o kolejne produkty, ale już moja w tym głowa, aby wszystko było logicznie rozplanowane.
I Moja przygoda z odżywkami Eveline.
Pierwszą odżywkę Eveline zakupiłam w sierpniu 2012 roku. Wiedziałam, że wielu dziewczynom zaszkodziła i mimo to postanowiłam zaryzykować, gdyż zależało mi na poprawie stanu moich paznokci. W grudniu 2012 podzieliłam się z Wami moją bardzo pozytywną opinią na jej temat, którą możecie przeczytać w tym poście: [klik]. Już wtedy zaznaczałam, że z początku odczuwałam ból płytki paznokcia, ale kiedy zmieniłam sposób używania jej wszystko minęło. Jej używanie przynosiło pozytywne rezultaty i nie widziałam powodu, dla którego miałabym ją odstawić.
W późniejszym poście, który możecie przeczytać tutaj: [klik] napisałam swoją negatywną opinię na temat tej samej odżywki. W komentarzach spotkałam się z paroma zarzutami, na które pozwolę sobie odpowiedzieć w tym miejscu raz jeszcze. Po pierwsze: nie używałam jej miesiącami bez przerwy, więc negatywne efekty z jakimi się spotkałam nie były skutkiem mojej bezmyślności w stosowaniu tak silnej odżywki. Nakładałam ją od czasu do czasu, kiedy nie malowałam paznokci lakierem kolorowym lub czasem jako bazę pod lakier, ale były to sporadyczne przypadki. Po drugie: moje paznokcie nie reagowały na nią negatywnie aż do tego jednego momentu, który doprowadził je do opłakanego stanu. Nie miałam więc możliwości odstawienia jej, aby zapobiec tej sytuacji. Nie wiem, czy był to wynik słabszej kondycji mojego organizmu czy jakiejś jednorazowej reakcji alergicznej. Wiem, że moje paznokcie były sine, zaczęły odklejać się od opuszka i nie chcę wiedzieć co by się stało, gdybym nie zareagowała w odpowiednim czasie.W tym poście zaznaczyłam również, że nie sądzę, abym kiedykolwiek zdecydowała się na zakup odżywki tej firmy. Jak wiadomo, kobieta zmienną jest, więc postanowiłam zaryzykować ponownie.
Kilka miesięcy temu kupiłam wersję diamentową i pełna obaw nakładałam ją na paznokcie. Mimo wszystko chciałam wyrobić sobie ostateczne zdanie na jej temat. Oczywiście nie stosowałam się do zaleceń producenta i używałam jej po swojemu, czyli nakładałam jedną warstwę na 4-5 dni. Ani razu nie poczułam bólu płytki, więc byłam zadowolona. Dopiero po jakimś czasie (zaznaczam: nie nakładałam jej codziennie i nie przekroczyłam zalecanego czasu kuracji, więc nie była to wina mojego bezmyślnego stosowania jej) zauważyłam, że moje paznokcie ponownie stają się wrażliwe na dotyk i to spowodowało, że postanowiłam odstawić ją na jakiś czas. Wolałam zapobiegać, niż leczyć. Zbiegło się to z pewną wiadomością, którą otrzymałam i o której wspomnę niżej. Ona również miała wpływ na moje ostateczne zdanie na temat tych produktów.
II Ostrzeżenia producenta
Nie przypominam sobie, czy kiedy kupowałam swoją pierwszą odżywkę tej firmy, na opakowaniu znajdowało się jakiekolwiek ostrzeżenie dotyczące jej stosowania. Na kartoniku, który obecnie posiadam znajduje się następujące ostrzeżenie: "(...) Przeciwwskazaniem do użycia jest uczulenie do którykolwiek ze składników. Preparat należy najpierw przetestować w ciągu 2-3 dni. W przypadku reakcji alergicznych, uczucia pieczenia lub bólu, przerwać kurację". Rozumiem, że jeśli w ciągu pierwszych dni stosowania tego preparatu nie odczuję nic niepokojącego, mogę bez obaw kontynuować kurację. Dlaczego więc za każdym razem moje paznokcie odczuły negatywne skutki jej działania po dłuższym czasie stosowania? Nie wiem. Mimo tego, że nie do końca zgadzam się z treścią ostrzeżenia producenta cieszę się, że takowe w ogóle znalazło się na opakowaniu.
III Wiadomość, którą otrzymałam
4 października otrzymałam maila, który ostatecznie przekonał mnie do odstawienia odżywki i napisania tego posta. Oto jego treść:
"W odpowiedzi na wpis na blogu w załączeniu przesylam zdjecia moich paznokci po zastosowaniu odzywki eveline cosmetics 8w1 oraz diament. Z jej powodu przebywałam w szpitalu, mam martwice paznokci, zażywam sterydy oraz zejdzie mi 7 z 10 paznokci. Preparaty oddałam do badań toksykologicznych i zgłosiłam do sanepidu. Sprawę zamierzam zgłosić do właściwych instytucji, bowiem uważam, ze używanie tego preparatu zagraża zdrowiu wielu ludzi. Sprawa z pewnością trafi do Sadu. prosze o ostrzeżenie innych osób przed tym preparatem. Z poważaniem. Kamila Pudlo"
W załączniku znalazły się zdjęcia, które zamieszczę na dole, gdyż niektóre z nich są dość drastyczne i nie chcę, aby ktoś poczuł się dotknięty tym, że tak oficjalnie je przedstawiam w samym środku posta.
IV Podsumowanie i moja opinia na temat odżywek Eveline
Ostateczną decyzję co do stosowania tych produktów pozostawiam Wam. Ja nie zdecyduję się więcej na ich zakup. Wróciłam do Nail-Teka, który mimo że również zawiera formaldehyd, nigdy nie zrobił krzywdy moim paznokciom, a często nakładałam go jak mi się podobało, bez obaw o swoje zdrowie.
Nasuwa mi się jeszcze jedna myśl... Stosowanie kosmetyków, które są ogólnodostępne, powinno być przyjemne i przede wszystkim bezpieczne. Oczywiście, są przypadki kiedy nawet zwykły balsam do ciała spowoduje u kogoś silną reakcję alergiczną. Są to jednak sytuacje sporadyczne. Osobiście po to czytam opinie o kosmetykach, aby unikać produktów, które zrobiły komuś krzywdę. Jeśli negatywnych opinii jest więcej, traktuję to jako ostrzeżenie i raczej nie kupuję danego kosmetyku (wyjątkiem była ta odżywka no i niestety ostatecznie i tak wylądowałam w gronie jej przeciwników). Jeżeli na przykład jakiś produkt powoduje u kogoś wysyp pryszczy to raczej podchodzimy do niego z dystansem, a bardzo często w ogóle go nie kupujemy. Dlaczego zatem tyle dziewczyn decyduje się na kupno tej odżywki, skoro są inne równie skuteczne i bezpieczniejsze sposoby pielęgnacji paznokci?
Wiem, że w gronie moich Czytelniczek są dziewczyny, którym te odżywki służą i są z nich zadowolone, dlatego też stale podkreślam, że jest to tylko i wyłącznie moja opinia i moje odczucia. Poza tym zaznaczam, że z początku moim paznokciom również nic się nie działo. Oczywiście, to że u mnie stało się tak a nie inaczej nie oznacza, że u każdej z Was będzie tak samo.
Na zakończenie dodam, że nie krytykuję i nie dyskwalifikuję firmy Eveline. Mają wiele udanych produktów, które kupuję regularnie. Cieszę się również, że na opakowaniu odżywek znajduje się ostrzeżenie dotyczące możliwych reakcji alergicznych.
Myślę, że jeśli każdy z nas zachowa własny rozum i zdrowy rozsądek nie będzie więcej problemu w temacie tych odżywek. Ja mam swoje zdanie, Wy macie prawo do swojego zdania i każdy powinien każdego szanować. Ja Wasze stanowisko rozumiem, ale tak jak wspominałam na początku czułam się zobowiązana do napisania tego jakże długiego posta :)
Pozdrawiam,
Asia.